Forum Medicus Veterinarius Strona Główna Medicus Veterinarius

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Porozumienie...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1387
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 25 Lis 2019, 15:02    Temat postu: Porozumienie... Odpowiedz z cytatem

Porozumienie…
poniedziałek, 25 listopada 2019
11:57
Czyżby trzeba było się aż porozumiewać, żeby załatwić rzeczy oczywiste?
Na wszelki wypadek nazwaliśmy naszą grupę wolnych strzelców - "Porozumieniem". Łatwiej wtedy się odwoływać do konkretnych faktów niekoniecznie tylko - "medialnych".
Skąd ta idea? Ano stąd, że mamy dosyć traktowania nas, jak obcokrajowców, co przyjechali do Polski "nachapać się" pieniędzy - i odjechać w siną dal. Jesteśmy - rezydentami, obywatelami tego kraju! Nadzorujemy produkcję żywności - od pola - do stołu!

Samonadzorujące się ministerstwo dba o swoje produkty - systemem iście gospodarskim. Lekarzy utrzymywanych "na etacie" - wynagradza pensjami oscylującymi wokół najniższej krajowej, a w związku z tym, że jest ich zbyt mało - zatrudnia na zasadzie umowy - zlecenia cały legion lekarzy samozatrudnionych. Jest to forma optymalizacji fiskalnej stosowanej przez budżet Polski. W celu wykonania fachowych czynności kontrolnych zleca się je lekarzom zatrudnianych w rozmaitych zakładach. Są to firmy ochroniarskie, sprzątające, każda firma, która zechce zatrudnić lekarza weterynarii na często fikcyjnym stanowisku - jest dobra! Zatrudnia się także lekarzy posiadających własne gabinety, pracujących w lecznictwie. Każdy pracodawca dobry, aby tylko państwo nie musiało płacić pełnego ZUS-u i podatku dochodowego od swoich pracowników.

Inna kwestia polega na tym, że lekarze stosunkowo chętnie podejmują pracę na zleceniach od państwa. Dzieje się tak dlatego, że w państwowych inspektoratach brak etatów, a wynagrodzenie za prace zlecone jest pozornie bardzo atrakcyjne, pozbawione składek społecznych na ZUS - jest wydatnie większe niż pensja, no i ten pozór samostanowienia, wolności, niepodlegania szefowi.
Pracownik etatowy musi mieć swoje pomieszczenie do pracy, prąd, ogrzewanie, telefon, samochód. Wobec pracownika zatrudnionego na etacie trzeba też przestrzegać choćby tylko podstawowych praw. Mowa tu o urlopie, chorobowym, macierzyńskim. Te i inne składniki wchodzące w koszty zatrudnienia powodują, że koszt takiego pracownika jest wyższy, niż w przypadku kogoś zatrudnianego na zasadach określanych jako śmieciowe. Większa część "urzędowych lekarzy weterynarii" od początku swojego życia zawodowego - "rozwija swoją karierę" na zasadzie pracownika zatrudnianego okazjonalnie. Awans? Wysługa lat? - Aby do grudnia, a później nowa umowa, albo i nie. Lekarz weterynarii to fachowiec po długich i trudnych studiach, bardzo często ze specjalizacją, a zasada zatrudnienia przez państwo - niczym na zmywaku w Wielkiej Brytanii… Wiadomo, że Polska jest dostatnim krajem, ale może dzieje się tak dlatego, że instrumentalnie traktuje swoich obywateli?

Nowy szef Głównego Inspektoratu usilnie chce zreorganizować stosunki panujące w nadzorze nad bezpieczeństwem polskiej żywności. Problemem są jedynie lekarze - prawem kaduka uważający, że należy się im za niesympatyczną pracę coś więcej niż stróżowi, albo konserwatorce powierzchni płaskich. Reforma ma się odbyć w ramach możliwości budżetowych ministerstwa rolnictwa, czyli tak, żeby broń Boże nie miała wpływu na ceny żywności. Czyli kryterium podstawowe znamy, a trzeba pomanipulować pracownikami. Z ludźmi na zleceniach nie ma żadnego problemu. Dziś się im płaci, a jutro - fora ze dwora. Ich funkcje, zdaniem ministerstwa mogą przejąć osoby przyuczone do zawodu, oczywiście - pod nadzorem lekarzy weterynarii. Wystarczy usunąć połowę, albo lepiej dwie trzecie lekarzy, a na ich miejsce wprowadzić pracowników pomocniczych. Zaoszczędzone pieniądze można będzie przeznaczyć na prawdziwe etaty dla nowozatrudnionych, na podwyżki dla dotychczasowych etatowców! Geniusz! Przedstawić do nagrody Nobla!!!

Inna sprawa, że skoro krajowy konsument - zje wszystko, co mu minister rolnictwa podetknie, natomiast odbiorcy zagraniczni są nieco wybredni. Polska jako producent taniej, "łagodnie kontrolowanej" żywności? Toż to będzie sukces eksportowy!

Produkcja żywności jest nadzorowana począwszy od pola. Po polach też kręcą się zapamiętale lekarze weterynarii. Sprawdzają zdrowie zwierząt, a także ich dobrostan. Ot, pieska taka robota i - nie spekulujmy, za psie pieniądze. Oczywiście takiej pracy nie dostaną etatowcy, lekarz na etacie sprzątaczki, mimo że nawet udekorowany administracyjnymi tytułami - nie pójdzie w teren taplać się w słocie i gnoju. Nie ta kategoria zaszeregowania! Rozwiązanie, jak wszystkie w omawianym ministerstwie, jest niezwykle proste, wystarczy zlecić badania za dubeltowe wynagrodzenie, a robota - zrobi się sama!
Niestety, te dubeltowe wynagrodzenia już teraz szurają o krawędź najniższej stawki wynagrodzeniowej. Misjonarze, którzy od lat zajmują się takimi badaniami - mają już dosyć. Praca w piątek i świątek, znikąd urlopu, a nie daj Panie Boże - zachorować! Jak się nazywa w wypadku niewywiązania się z umowy rozmowa z budżetowym płatnikiem? Nie wiem, czy klawiatura przyjmie kolokwialną nazwę takiej "rozmowy".

Zawód lekarza weterynarii, człowieka ratującego produkcję zwierzęcą - w nowoczesnej Polsce uległ nawet nie pauperyzacji, a totalnemu upodleniu!

A któż ma taki "szacunek" do naszej pracy? Hodowcy? Zakłady przetwórcze, w których pilnujemy, żeby żywność się nie psuła? Nie! Ten szacunek do naszego zawodu ma państwo, Ministerstwo Rolnictwa! Ministerstwo samokontrolujące się, a więc doskonale zorientowane, jak mało można płacić, aby się kręcił eksport, import i sprzedaż krajowa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1387
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 30 Lis 2019, 17:52    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Nadchodzi taki czas, gdy i przyjaciele stają się wrogami, a wrogowie po staremu.

Wszystkie strony konfliktu przekonują, że mają rację. Mam jednak wrażenie, że historycznie rzecz biorąc prawda leży niekoniecznie po jednej ze stron, niekoniecznie też pośrodku. Obecna sytuacja jest taka, że strona rządowa szykuje się do przedstawienia swoich racji, jednocześnie będących dla nas zarządzeniami. Można stanowisko strony rządowej jest zdecydowanie immamentne (przeciwieństwo do - transparentne).
Większość z nas - musiało (za sprawą rządu) podjąć działalność gospodarczą. Przy pracy najmniejszej nawet firmy konieczne jest choćby lekkie wybieganie do przodu, przygotowywanie się na przeciwności losu. Mamy gorzej niż na wojnie, bo tam przynajmniej znany jest kierunek uderzenia.
Miałem niedawno okazję rozmawiać z kolegą, świetnym negocjatorem, który twierdzi, że w negocjacjach nieraz trzeba zrobić krok do tyłu, żeby móc potem iść do przodu. Myślę, że to znakomite credo, że negocjacje są w demokratycznym ustroju czymś bardzo ważnym. Przynajmniej takie jest założenie dopóki nie okaże się, że demokracja staje się immamentną domeną władzy.
W naszej sytuacji pola do negocjacji nie ma. Nie mamy możliwości zrobić kroku w żadnym kierunku. Gdzie jest więc ta demokracja? Niby znana jest nam ogólna idea zmian, bo Bruksela dość dawno ją udostępniła - dyrektywa została sporządzona w 2017 roku, z terminem wykonania 14 grudnia 2019r. Ten termin nie oznacza, że wtedy mają zacząć się rozmowy, on oznacza że od wtedy muszą obowiązywać zarządzenia wykonawcze. Tych zarządzeń to nikt z nas nie zna. Nie znają ich nawet inspektorzy, dyrektorzy.
Jest to coś na wzór tablic z przykazaniami, jakie otrzymał Mojżesz od Boga. Niby wcześniej wszyscy wiedzieli, o co chodzi, ale szczegóły - dopiero z góry Synaj zniósł Mojżesz. Wysokie aspiracje ma nasza władza, niczym Car! My jesteśmy w roli owieczek podrobnistych, które psi ganiają po halach.
Podobno z góry widać lepiej i dlatego tam powstają zarządzenia. Z całym szacunkiem, dla boskich aspiracji naszego rządu, mówi się jednak, że diabeł tkwi w szczegółach. Oprócz nieco może ogólnikowych dyrektyw z Unii, rząd musiał implementując te założenia - przyjrzeć się lokalnym warunkom. Dyrektywy podlegają implementacjom, a jak jest z tymi implementacjami - wiemy z pradziejów.
Przyszło - "Będziesz żył w celi bracie! jak każda egzekutywa poszeptali, poszurali i wyszło: - Będziesz żył w celibacie. Ot, jedna litera wycięta, dwa wyrazy złączone i jest po myśli egzekutywy bo kasa gdzie płynie?
Niestety najwięcej istotnych dla naszej władzy informacji dostarczają media. I w dużej mierze w oparciu o te dane odbywa się rządzenie weterynarią. Ostatnim krzykiem mody jest tym roku fakt medialny - "afera leżakowa". Rząd i pomniejsi wykonawcy jego założeń - podjęli przeciwdziałania. My, tu w naszym, pełnym zwierzęcych odchodów bagienku widzimy nieskuteczność tych działań. "Leżaki" mają się dobrze!
Czy usunięcie z nadzoru weterynaryjnego ogromnej części lekarzy pełniących służbę u samego pola, zanim żywność jeszcze zacznie być przetwarzana, aby trafić na pański stół - wykluczy padlinę z rynku mięsa?
Strona rządowa, uważa, że wykluczy, bo lekarze przejdą do pracy w inspekcji, która jest najważniejsza, tworzy niekiedy nawet nową rzeczywistość.
Ważna, najważniejsza? Praca administracyjna, to nie jest pracą u podstaw. Wiemy doskonale, że zza biurka, zza sprawozdań i teczek z rozlicznymi podpisami - nic się nie upilnuje. Czasami nawet, dla dodania wiarygodności sprawozdaniom, podpisom - szargamy te dokumenty w krwi, czy innych elementach organicznych. O! Wtedy, to one mają wartość prawdziwych dowodów rzeczowych, godnych oprawienia w ramki. My, tu na ziemi, w błocku wiemy, że papier nie ma sobie równych!
Weterynaria najwyższych sfer uważa, że jedyny patent na uzdrowienie rzeczywistości pochodzi wyłącznie z ich przemyśleń. Natomiast "mierzwa" zawiera w sobie niesłychanie dużo myślących, bardzo mądrze myślących członków. Dzięki mierzwie wszystko rośnie i zakwita. Absolwenci wydziałów weterynarii, często z najlepszymi ocenami, wiedzą, umiejętnościami - rzadko podejmują pracę w aparacie władzy. Dlatego - warto rozmawiać. Nie każdy chce rządzić, ale wielu ma ciekawe doświadczenia, przemyślenia i umie doradzić.
Dla nas, prostych jest niezrozumiałe i nikt z obozu władzy nie chce nam wytłumaczyć, czemu będzie lepiej, kiedy ograniczy się nadzór, obserwacje "z natury". Sama statystyka, robiona nawet na najlepszych komputerach - musi opierać się na danych wyjściowych. Gorsza kontrola mięsa (mniej liczna, słabsza merytorycznie), a także - mówiąc językiem administracyjnym - zmniejszenie ilości informacji wprowadzanych do przetwarzania, nie poprawi ani jakości mięsa, ani dokładności obliczeń!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1387
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 02 Gru 2019, 13:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Suche liczby.

Dzisiejsze uposażenie: = najniższa pensja + 8000zł zlecenia
2250 zł = brutto pensja 8000 = zł brutto wynagrodzenie
1673,78 = pensja netto 6812 = zł netto wynagrodzenie
2710,81 = koszt u pracodawcy 8000 = koszt u pracodawcy
czyli tyle trzeba wypracować
„na rękę” zostaje, po opłaceniu kosztów fiskalnych pracodawcy = 4562,60 zł =>>> zakładamy, że mamy fikcyjne zatrudnienie w firmie ochroniarskiej u teścia, lub teściowej (zwracamy mu wszystkie podatki za siebie)

Uposażenie zetatyzowane, czyli bez pracy w firmie ochroniarskiej, wyłącznie w inspektoracie na dziś =
6500 = pensja brutto
4671,45 = pensja netto
7831,20 = koszt u pracodawcy

Wniosek = opłaca się ten etat w inspekcji, bo mamy jeszcze „13”, płatny urlop, chorobowe i inne prawa pracownicze. Na minus jest to, ąe tylko 1/3 dotychczas pracujących załapie się na ten wist…

Teraz policzę, jak to w najbliższym czasie będzie wyglądało w terenie, gdy pracuję w gabinecie zarabiając najniższą stawkę, czyli 2600 brutto + 3000 brutto za wyznaczenie
Dziś:
2250 zł = brutto pensja 3000 = brutto
1673,78 = pensja netto 2554,00 = netto
2710,81 = koszt u pracodawcy 3000,00 = koszt u pracodawcy
= razem = 4227,78
Jutro:
2600,00 zł = brutto pensja 3000 = brutto
1920,22 = pensja netto 2204,72 = netto
3132,48 = koszt u pracodawcy 3614,40 = koszt u pracodawcy
= razem = 4124,94 + z tym, że pracodawca zechce „odbić sobie” ten koszt składek od zleceni płaconych przez pracodawcę w wysokości = 614,40 czyli zostanie netto = 3510,54zł
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Stefan Maciejewski



Dołączył: 17 Sty 2011
Posty: 243
Skąd: Łódzkie

PostWysłany: 03 Gru 2019, 11:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niby ok ale Włodku ten nasz ulubiony ZUS skacze, podobno ok 10 %. Trochę to zmienia wyliczanki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1387
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 04 Gru 2019, 12:58    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Ano skacze, z tym, że trend jest jeden - do góry.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group