Forum Medicus Veterinarius Strona Główna Medicus Veterinarius

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Sterylobusy - czy jest o czym mówić?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1335
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 30 Sty 2018, 19:43    Temat postu: Sterylobusy - czy jest o czym mówić? Odpowiedz z cytatem

W weterynarii, podobnie jak w innych zawodach – od dawien dawna istniała tendencja do automatyzacji. Prosty w sumie zabieg, a umożliwiający masowe wykonywanie niektórych czynności. Kiedyś, kiedyś, gdy rolnictwo opierało się na sieczkopędnej sile roboczej, każdy większy gospodarz posiadał stajnię z kilkoma końmi. Aby sobie ułatwić pracę i poprawić bezpieczeństwo obsługi tych zwierząt – właściciele stajni prowadzili kastracje ogierów.

Kastracje ogierów były wielkimi wydarzeniami na wsi. Organizowano je w formie spędów. Doprowadzano po kilkadziesiąt zwierząt. Zabiegi odbywały się taśmowo w przypadku większych ilości koni, lub indywidualnie przy małych spędach. Wystarczyło przyuczyć kilka osób do poskramiania, wiązania zwierząt, następna grupa zajmowała się trzymaniem operowanych koni, a przedstawiciel naszego zawodu dbał o przygotowanie pola operacyjnego i samo wykonanie zabiegu. Po kastracji wałach, już nie -ogier natychmiast się podrywał z ziemi i był odprowadzany gdzieś dalej, żeby nie przeszkadzał. Na ziemi czekał następny.

Jeśli chodzi o aseptykę i antyseptykę – wyglądało to odrobinkę inaczej, niż dziś. Zasadą było, żeby narzędzia używane do zabiegów pozostawały tylko nieco otarte z krwi. Nawet zwyczajne umycie w czystej wodzie studziennej uważano za wrota do infekcji. Zresztą zakrwawione narzędzia i ubrania, użyte, empirycznie sprawdzone, wzbudzały większe zaufanie i pewność, że wszystko jest jak należy, a zwierzęta są traktowane z jednakową miłością.
Tamte zwierzęta zdawały się być jakieś odporniejsze, wystarczał spirytus, czasami kawałek mydła. Powrózki były zgniatane emaskulatorem, bez żadnego podwiązywania. Owszem, gdy pojawiły się antybiotyki, były stosowane z pewnym szacunkiem i umiarem, tak żeby zabrany zapas proszku starczył dla wszystkich doprowadzonych koni, a w miarę możliwości i dla kilku innych, które mogły nadejść. Gdy antybiotyku zabrakło, cóż – nie zawsze istniały antybiotyki, wiele zwierząt po kastracji, doskonale radziło sobie i bez tej nowoczesności.

Począwszy od powstania Państwowych Zakładów Leczniczych dla Zwierząt – lekarze weterynarii nie byli specjalnie zainteresowani wykonywaniem jakichkolwiek czynności poza swoim rejonem administracyjnym. Ani to nie skutkowało zwiększeniem zarobków, ani premii, a administracja całą swoją mocą tłumiła próby działania poza terenem obsługi PZLZ. Wszelkie akcje masowe odbywały się wyłącznie na terenie działania lecznicy, a bardzo rzadko kiedy komuś się chciało robić cokolwiek poza wyznaczonymi granicami. Zarobki nie skłaniały ku temu, a dochodził jeszcze ostracyzm ze strony kierownictwa.

Obecnie, w czasach wolności gospodarczej można wszystko. Chciało by się powiedzieć – hulaj dusza, piekła niema! Początkowo, szczególnie w miastach dawało się odczuć pewne niedogodności związane z tą wolnością. Ot, masowe szczepienie psów przeciwko wściekliźnie. Jedni drugim wyrywali pacjentów, etyka, kultura w ramach starodawnej maksymy, że pecunia non olet – szły w kąt. Do dziś w wielu miejscach toczą się wojny podjazdowe w tym zakresie.

Jest wiele, wiele takich zjawisk w zasadzie nie związanych ze sztuką weterynaryjną, lecz jak najbardziej – z uprawianiem zawodu weterynaryjnego. Ostatnimi czasy najmodniejsza, najbardziej wyeksponowana zdaje się być kwestia tak zwanych sterylobusów, mobilnych centrów do kastrowania, sterylizowania psów i kotów. W sumie nihil nowi, jak nie szczepienie to kastracja, jak nie kury to świnie.
Sterylobusy są wynalazkiem, który zapewnia wyższy standard, niż kiedyś przy kastracjach ogierów, buhajów. W całej tej burzy jednak nie o pryncypia zawodowe chodzi. Przyjmjmy, że sprzęt w swojej klasie nadąża za wymogami współczesności. Dyskusja nie podważa kryteriów jakościowych sprzętu. Rzecz o dziwo toczy się w wokół zgodności z prawem. Nieomal wszystkie formy działalności weterynaryjnej uległy oprocedurowaniu. Przepisy mówią, czym się różnią gabinety od klinik. Jakoś poza ustawą zostały sterylobusy i niczym stary wóz Drzymały wzbudzają jak pierwotne instynkty.

W obcym terenie prowadzą masową eksterminację pacjentów. Nie jest istotne, jak trudnym przedsięwzięciem było rozreklamowanie akcji, przekonanie ludzi do wzięcia udziału. Ludzi, którzy poświęcą czas, rzucą wszystko i będą łapać, a potem czekać na operowane zwierzęta. Niby są w naszym prawie rozliczne zastrzeżenia co do reklamy, a tu jakoś się to udaje, sprawdza i – nie koliduje z niczym, bo reklamę robią stowarzyszenia miłośników zwierząt. Zresztą, szacun im wielki, a wiem co mówię, bo jak mi uda się umówić na dzień sześć zabiegów, to z góry mogę założyć, że do skutku dojdą – ze cztery…

Do rzeczy, jednak. Wiadomo, że nie tylko weterynaria, ale i medycyna ludzka posługuje się rozmaitymi ambulansami, mammobusami, stacjami krwiodawstwa i podobnym sprzętem. Niemniej w ustawach weterynaryjnych takie wynalazki przez zapomnienie nie zagrzały miejsca. Wiadomo, legaliści chcieliby, żeby ustawy i rozporządzenia regulowały wszelkie postępowania lekarskie. W takim wypadku niesłychanie łatwo byłoby ustalenie punktów, gdzie doszło do złamania procedur, natychmiast stałoby się jasne, co jest źle i -jaka kara się za to należy.

Trwa wojna na opinie prawne, czy można używać sterylobusów. Wiadomo, że z zasady lepiej operować w sterylobusie, niż na klepisku. Nie o to jednak chodzi. I nie chodzi o to, czy prawo dopuszcza istnienie takiego sprzętu, bo prawo nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć. Chodzi o rzeczy bardziej podstawowe, o coś, co pokazał mi pies.

Moja Berneńska Suka Pasterska jest niezwykle gościnna i towarzyska. Psy mojego brata i szwagra są zawsze witane z radosnym szczekaniem w naszych progach. Następnie Abi rusza pędem do kuchni, żeby spałaszować wszystkie pozostałości z misek. Dopiero wtedy zaczyna się przyjacielska zabawa, pokazywanie sztuczek. Mam więc wrażenie, że w kwestii sterylobusów nie chodzi o warunki prawne. Rynek, jest czymś co tworzy własne zasady, wypełniające wszelkie luki prawa stanowionego.

Nieistotny jest kształt i kolor miski, lecz zasady dostępu do niej.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Gość






PostWysłany: 31 Sty 2018, 15:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niewidzialna ręka rynku działa czy tego chcemy czy nie. Jest popyt jest podaż , a o tym czy to dobre czy złe decyduje usługobiorca.
Wolnego rynku ,takiego jak w weterynarii , życzę pacjentom państwowej służby zdrowia.
Powrót do góry
KarolinaFigiel
Gość





PostWysłany: 01 Lut 2018, 20:57    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Jeden, lutowy numer Życia Weterynaryjnego, a w dwóch miejscach o sterylobusach
- stanowisko Krajówki
- prywatna opinia lek. wet.
Powrót do góry
Szymon Moniuszko



Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 144
Skąd: PL

PostWysłany: 02 Lut 2018, 08:47    Temat postu: Re: Sterylobusy - czy jest o czym mówić? Odpowiedz z cytatem

Włodek Szczerbiak napisał:

Moja Berneńska Suka Pasterska jest niezwykle gościnna i towarzyska. Psy mojego brata i szwagra są zawsze witane z radosnym szczekaniem w naszych progach. Następnie Abi rusza pędem do kuchni, żeby spałaszować wszystkie pozostałości z misek. Dopiero wtedy zaczyna się przyjacielska zabawa, pokazywanie sztuczek. [ciach]

Nieistotny jest kształt i kolor miski, lecz zasady dostępu do niej.

Skoro psubraty i szwagrowe kundle swoich misek nie pałaszują, tylko są w nich pozostałości, to ewidentnie świadczy o tym, że albo z dobrobytu im się w dupach poprzewracało (za dużo do tych misek dostają), albo nie w smak zawartość miski.

W przekładzie na zagadnienie sterylobusów tę kwestię poruszaliśmy już w pokrewnym wątku:
Cytat:

Włodek Szczerbiak napisał:
Jeżeli wierzyć temu, co twierdzą niektórzy, że te sterylobusy są tak zaawansowane technologicznie i - powiedzmy - higienistycznie - to wielkie brawa

Można brać na wiarę, można tez zapoznać się osobiście z dokumentacją fotograficzną (wiem wiem, to wszystko ustawka i fotomontaż). Skoro jednak rzeczeni grasanci kasują więcej niż miejscowi i mają na to chętnych, to coś jest nie tak ze standardem usług owych miejscowych.

_________________
Veterinaria: vanitas vanitatum, et omnia vanitas
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group