Forum Medicus Veterinarius Strona Główna Medicus Veterinarius

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Nie na temat.
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1279
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 14 Sty 2016, 11:08    Temat postu: Nie na temat. Odpowiedz z cytatem

Niniejszy tekst (jako że są to grafomańskie wypociny zamieszczam wyłącznie poprzez fakt znajomości, jakie mam w "Medicusie" - można to nazwać poplecznictwem). Nikt nie musi tego czytać!

Właściwie, to mogę powiedzieć, że opadła mi szczęka, gdy słuchałem wykładów podczas konferencji „Echa Kongresu Emerging and Re-emerging Pig Diseases”. Niby tytuł skłaniający do retrospekcji, jako że mowa o chorobach świń nie tylko pojawiających się, ale i o tych powracających. Otóż, jak to się niekiedy zdarza podczas takiej konferencji – wyniosłem z niej coś dla siebie. Tym czymś okazała się sugestia, że pojawiła się nowa forma badań dodatkowych, tych laboratoryjnych. Wszyscy wiemy o skuteczności i nieskuteczności badań „in vitro” oraz „in vivo”. W naukowej taksonomii pojawiło się określenie badania „in silico”. Są to wszelkie badania z wykorzystaniem technologii przetwarzania danych. Badania opierają się na wykorzystaniu krzemu, ale nie w postaci szkła, jak przy badaniach na płytkach Petriego, lecz tego krzemu w procesorach. Stało się ze mną coś takiego, jak wypisz, wymaluj - u transepokowego Molièra w komedii – „Mieszczanin szlachcicem”. W którymś akcie Pan Jourdain nagle dochodzi do wniosku, że właściwie przez całe życie, to on mówił prozą… Czyli pokłosiem konferencji zdaje się być i fakt, że klepiąc palcami w klawiaturę działam – „in silico”.

Postanowiłem szerzej przyjrzeć się tej nowej, aczkolwiek starej metodzie badawczej. W sumie głównie chodzi o odpowiednie uporządkowanie danych. Ot, zwykłe posortowanie informacji umożliwia dostrzeżenie rzeczy, które wcześniej w bałaganie umykały naszej uwadze. Oczywiście zjawisko o którym wspominam jest jednym z etapów ewolucji, lub, jak niektórzy wolą – rewolucji informatycznej. Z próbami porządkowania danych mamy wprawdzie do czynienia od zarania dziejów ludzkości, ale wymiar „in silico” wprowadził je na zupełnie nowy poziom.

Zanurkowałem w annały i mogę powiedzieć co następuje: ogólnie rzecz biorąc sytuacja w nauce, tej najwyższych lotów jest taka, że ogłoszono nowy, czwarty już paradygmat. Nosi on roboczą nazwę Big Data. Ot, człowiek nieuświadomiony powiedziałby, że naukowcy wołają o nowe komputery, bo oni tak już mają. I rzeczywiście, taka prawda zdaje się wyłaniać się z uczonych wywodów. Ale wcale nie jest tak prosto! Rzecz w tym, że obecne podejście do rozwiązywania problemów naukowych i nie tylko – polega na przetwarzaniu ogromnych ilości danych. Prezentacja informacji przybrana w rozmaite tabelki, wykresy pozwala dostrzec rzeczy, które oku nieuzbrojonemu w komputer – prawie na pewno by umknęły.

Proszę wyszukać wśród chromosomów człowieka gen odpowiedzialny za bielactwo. Normalny człowiek, a nawet i cała drużyna – raz, że za krótko żyje, aby przerzucić taką ilość danych, dwa – bardzo prawdopodobne jest, że przegapi ten drobny szczególik. A komputer? In silico badamy w sumie tak samo, jak in vitro. To krzem i to krzem. Wrzuca się worek danych do komputera, potrząsa i wykręca. Jeżeli tylko dziurki w maszynie są odpowiednio ponawiercane – otrzymujemy wyniki. Komputer znajdzie, jeżeli gen tylko jest, to znajdzie.

Fakt, mądrym trzeba być! Zrobili sobie gdzieś w świecie takie badanie populacji internetowej – sprawdzili, gdzie i jak często ludzie zaglądają do serwisów na temat grypy. I – co wyszło? Ano wspaniałe wyniki obrazujące epidemiologię grypy u ludzi. Niby pytasz o jedno, a widzisz drugie. Jest taka prawda organiczna, że poszukiwania komputerowe odbywają się w czasie proporcjonalnym do ceny urządzenia. Można w ciemno założyć, że droższy komputer wywiąże się z zadania szybciej niż starszy, wolniejszy, w cenie złomu elektronicznego. Tak więc wyjaśniłem, czemu powstał aż taki wielki krzyk naukowców wołających do biznesu o pieniądze na nowe i coraz nowsze komputery.

Naukowcy zdołali w końcu posegregować metodykę swojej pracy. Pewien filozof, nota bene – niedoszły – astrofizyk zgłębiając historię nauk wszelakich znalazł coś o wodzie, która płynie i płynie. Zaciekawiony zaczął buszować w książkach i jako nuworysz w tej dziedzinie – zaczął zastanawiać, czemu to mówi się o kanonach wiedzy, jak o czymś niezmiennym, skoro już Heraklit sugerował, że jest inaczej, bo „wszystko płynie, a do tej samej rzeki nie da się wejść dwa razy”. Myślał, myślał i wymyślił całkiem nowy termin. Filozoficzny? Taksonomiczny? Bardzo fajny zresztą i wpadający w ucho. Dlatego termin się przyjął. Filozof postanowił podzielić naukę według sposobów myślenia.

Nie będę się rozdrabniał, skoczmy na głęboką wodę, bo nikt nie ma za dużo czasu. Paradygmat od kanonu różni się tym, że z góry zakłada zmianę w podejściu do tematu. Zmiana musi być! Kanony z trudem się rozpadały, natomiast paradygmat w swojej istocie już z góry zakłada, że w pewnej chwili pojawi się, musi się pojawić czynnik, który wprowadzi nowe myślenie, zasadniczą zmianę w postrzeganiu świata. Ot jedną z takich zmian była teoria Darwina, która założyła przyczynowość stawiając co najmniej wielki znak zapytania dla celowości. Oj, zadarł, zadarł ten Darwin z establishmentem! I jak tu twierdzić, że wprowadził nowy paradygmat? Ciągle obowiązywały odwieczne kanony wiedzy, a tu jakiś pokręcił się, popatrzył, zrobił kilka rysunków – i twierdzi, że Boga nie ma! Ba! Pokazuje nawet rzekome dowody! Do dziś ma Darwin bardzo wielu wiernych i zagorzałych oponentów!
Smutna prawda jest taka, że w nauce nie tylko kanony, ale nawet paradygmaty przechodzą jedne w drugie dopiero ze śmiercią najzagorzalszych wyznawców. Niby najpierw z biedą koegzystują, obrastają w dowody, ale nową linią zostają dopiero wtedy, gdy już nie ma kto bronić starych bastionów. Potem naukowcy tworzący kiedyś nowe kierunki stają się ortodoksami i wszyscy czekają, na nowy paradygmat. Czy ktoś ogłasza nadejście takiego? Nie, dopiero po jakimś czasie widać, że coś się zmieniło.

A tak na marginesie – geniusz? Kto to taki – ten geniusz? No więc według starej definicji jest to ktoś taki, kto widząc zamknięte drzwi do ogrodu i ludzi wychodzących oknami – na wszelki wypadek naciska klamkę i – drzwi się otwierają. Wszyscy byli pewni, że drzwi są zamknięte. Geniusz tego nie wiedział i otworzył. Nowsza definicja jako geniusza określa człowieka, który na przykład idąc w karawanie – zobaczył wśród piasków pustyni odległą oazę. Wędrowcy patrzą i kręcą głowami, a geniusz mówi O! Chata Morgana! I teraz wszyscy wiedzą co to jest to, na co się patrzyli. Niektórzy mieli to nawet na końcu języka, ale dopiero geniusz powiedział innym, co widzą. Nie ważne, że nadal tak do końca nie wiadomo, co to takiego ta fatamorgana, ale – proszę przyznać mi rację, przynajmniej wiadomo, jak się to to nazywa.

Wracając do głównego nurtu – na dzień dzisiejszy oficjalnie paradygmatów mamy cztery.
Pierwszy to – eksperyment, bo kamień spada. Empiryczny.
Drugi to – teoria mówiąca, że kamień spada z określonego powodu. Tu mamy dwa zasadnicze powody – przyczynowy i celowy, o których wspomniałem szturchając starego Darwina.
Trzeci paradygmat nazywa się symulacją, gdyż usiłujemy tworzyć nową rzeczywistość w oparciu o obliczenia, o wirtualne projektowanie.
Czwarty – powstał z lenistwa. Ot, popatrzmy jak obecnie studenci piszą swoje prace domowe. Poszperają w Internecie, zestawią do kupy i - dają opracowanie do oceny. Kiedyś taka praca, jako plagiat, natychmiast lądowała w koszu. Dziś jest inaczej. Naukowcy (sami zresztą kiedyś studiowali) zaczęli zastanawiać się, a może coś jest w tym szaleństwie? I wymyślili, że przetworzenie dużej ilości danych ma prawo w końcu zaowocować odkryciem. Kompilacja, nowe spojrzenie, nowe zestawienie faktów, wyszukiwanie zależności i korelacji.

Ciekawostka; w weterynarii myślenie zgodne z zasadami czwartego paradygmatu pojawiło się już z chwilą powstania gospodarstw wielkostadnych. Lekarz obserwował reakcje zachodzące w populacji, a nie u poszczególnych osobników i do takichż obserwacji odnoszą się jego działania w stadzie. Nie leczy się zwierząt, tylko stado.

Jak by tu elegancko zejść na ziemię? Najlepiej – zeskoczyć! Usiłuję więc uzasadnić, praktycznie w naukowy sposób – konieczność istnienia szuflad, segregatorów, administracji, urzędów. Wiadomo, pomiędzy paradygmatem, ba kanonem choćby – a paragrafami – istnieje dość zasadnicza różnica. Coś takiego, jak rozróżnienie pomiędzy swobodą i szufladką, albo – celą, między sprawiedliwością a prawem, między duchem a materią. Wiadomo, administracja to całe hałdy papieru, szpul z danymi. Nawet zakładając, że ilość danych, jakie musimy dokumentować wynika ze świetlanych założeń projektu Big Data, coś tu jest nie tak. Na każdym kroku stykamy się z relacjami pomiędzy zwykłym wykonywaniem czynności, a ich archiwizowaniem i przetwarzaniem. Błękitne kołnierzyki, jajogłowi to poetyckie określenia dla rozmaitych pasożytów usiłujących za wszelką cenę udowodnić, że są symbiontami. Skąd tyle epitetów? Administracja nie jest, jakby się wydawało – wyłącznie notesem gromadzącym dane, posiada też funkcje kierownicze. Niczym Dawid kierujący Goliatem. Dokładnie to mam na myśli! Chcę nawiązać do zjawiska z jakim borykamy się od zarania dziejów weterynarii. Wiadomo, nasz zawód nie istniałby, gdyby nie słowo pisane, po które mogą w każdej chwili sięgać pokolenia. Powiązanie, jakie istnieje pomiędzy wykonywaniem zabiegów, a dokumentacją tego procesu zmienia się wraz z rozwojem naszej cywilizacji, wstępuje na coraz wyższe szczeble. Dawno, dawno temu jeździłem na badania tuberkulinowe, gdzie to mając na wsi koniec języka za przewodnika obchodziłem po kolei wszystkie gospodarstwa w poszukiwaniu zwierząt podlegających zabiegom. Wszystkie czynności były odnotowywane na specjalnie porubrykowanych arkuszach, nanosiłem gospodarstwo za gospodarstwem do kajetu, w kolejności geograficznej, wynikającej z topografii terenu.

Dziś postęp w dziedzinie baz danych, topografii spowodował, że jadę według wskazań GPS, wyłącznie do komputerowo wyselekcjonowanych stad. Niby czynność badania nie uległa jakimś tam wielkim zmianom, tuberkulina, tuberkulinówka, suwmiarka, nożyczki są prawie takie same jak przed pięćdziesięcioma laty, chociaż trochę inne. Antygen obecnie jest specyficzny gatunkowo, tuberkulinówka półautomatyczna, suwmiarka ma elektroniczny wyświetlacz, zamiast nożyczek używam maszynki do strzyżenia. Najwięcej zmieniło się w procedurze archiwizacji danych. W zasadzie do odczytu kolczyków najchętniej użyłbym skanera, lecz te są po staremu tak osrane, że szkoda siły. Za mną, (zamiast jak kiedyś – kierowcy) ugania się komputerowa alfa i omega, która próbując łamać, czego rozum nie złamie – wpisuje moje dokonania w zero–jedynkowe dusze RAM, na dyski, płyty. No, tak. Takiego postępu należało się spodziewać, jest on jak najbardziej oczywisty.

Obok postępu technologicznego, niejako cichcem do naszych badań wdarł się postęp administracyjny. Dziś zwierzęta mają swoje indywidualnie przyporządkowane numery, miejsca w rozlicznych bazach danych. Informacje są dziś zapisywane na papierze „paper” (po łacinie), oraz „in silico” – w krzemowych płytkach. W ubiegłym wieku tylko weterynaria miała w miarę dokładne informacje o pogłowiu bydła. Obecnie informacją zawiaduje specjalna Agencja. Informacje są wrzucane do worka, a po potrząśnięciu wyłaniają się cuda. Wypisz, wymaluj, najnowszy paradygmat naukowy, ten czwarty! Nieoczekiwanie dowiadujemy się, że w którymś gospodarstwie nastąpiło sklonowanie jałówki, wcześniej wysłanej do rzeźni. Zabili ją, a żyje! Bywa, że zwierzę oznaczone jako ośmiomiesięczny byczek jest sześcioletnią krową. Niekiedy znajdujemy cielęta, nieomalże oseski bydlęce – w wieku osiemnastu lat. Niemniej akurat takie wykorzystane bazy danych zwierząt jest tylko marginalną funkcjonalnością struktury. Wiadomo, że naprawdę, jak zwykle chodzi o pieniądze, o dopłaty do gospodarstw rolnych, o premie dla jednostki kontrolującej. Weterynaria została niejako podczepiona do Big Data, jako wcale nie najważniejszy z użytkowników. Ba, doszło do tego, że lekarz powiatowy musi zwracać się ze specjalnym wnioskiem o dostęp do informacji o zwierzętach na swoim terenie. Informacja o krowach, świniach stała się informacją wrażliwą i jej przywilejów pilnują specjalnie powołani urzędnicy. Agencja Bezpieczeństwa Informacji silną ręką dzierży tajne hasła dostępowe. W zasadzie wygląda to tak, że owszem, możemy dane wprowadzić, zaproponować ich aktualizację, ale od swobodnego korzystania z nich – wara! Potrzebne specjalne zezwolenie. Może to i dobrze, skoro obecne możliwości przetwarzania danych powodują, że w oparciu o statystyki możemy dowiedzieć się czegoś, co niektórzy uważają za ściśle tajne?

I tu dochodzimy do właściwego tematu rozważań. Informacje z analogowej rzeczywistości są przekształcane na formę binarną i wpychane w trzewia maszyn. Te maszyny niekiedy określa się jako sztuczną inteligencję, coś przed czym ostrzega astrofizyk Stephen Hawking. Coś w tym jest, skoro informacje przetwarzane na ciągi binarne nagle stają się niedostępne dla prostaków umiejących jedynie próbkować rzeczywistość i to – ze ściśle określoną, odgórnie zaleconą częstotliwością. Czyżby działo się w ten sposób, że nasz zwykły, analogowy świat po kolei wpuszczamy do chmury elektronowej? Do Big Daty? Zjawisko niesłychanie pasjonujące – samy uczymy te bydlaki, komputery – jak mają sobie przetwarzać rzeczywistość i dokarmiamy ich błyskające wnętrza coraz dokładniejszymi informacjami na nasz temat. Na dzień dzisiejszy jest wspaniale! W zasadzie uzyskaliśmy nową metodę diagnostyczną – „in silico” i dowiadujemy się o sobie niestworzonych rzeczy. Administrowanie naszymi danymi weszło na nowy poziom i umożliwia kreowanie rzeczywistości.

Czemu twierdzę, że zdigitalizowane dane kreują rzeczywistość? – To proste! Proszę spróbować zmienić jakieś dane bazowe w komputerze, wejść bocznymi drzwiami! Albo wpisać tekst w polu liczbowym! No proszę! Zaraz zaświecą wszystkie światełka, dyski wpadną w korkociąg, a w trzewiach komputera zahula tornado!

Czym innym jest wprowadzanie nowych danych, a czym innym korekta. Dane raz opracowane są zabezpieczone przed zmianami. Nic to, że trzeba naprawić błąd, raz wprowadzona do maszyny cyferka zostaje ściśle zaksięgowana, skatalogowana, ba – przeliczona! Każda zmiana w wirtualnym świecie administrowanym przez komputery wymaga krwi męczenników chcących cokolwiek, choćby i słusznie zmienić. Komputery owszem, przeliczą wykreowany na podstawie danych krajobraz, ale każda zmiana jest niczym wybieranie bierek ze stosu. Układanka wali się i jest prawie natychmiast ponownie ustawiana na nogach, lecz wszelkie wcześniej utworzone wydruki tracą swoją wiarygodność, nie pokrywają się z nowymi obliczeniami. Dlatego właśnie tak ważne jest precyzyjne deklarowanie wszelkich wartości. Najdrobniejsza, w normalnym, analogowym życiu nieistotna zmiana jest przez komputer traktowana jako błąd. Najfajniej jest wpisać coś, czego komputer oczekuje. Ale to jest przestępstwo wobec dokumentu.
Kto ma wiedzę, ten ma i władzę. Czy nadal dysponujemy wiedzą, czy przypadkiem nasza wiedza nie wylądowała w chmurach elektronowych do których dostęp mają tylko niektórzy? Elektroniczny światek wymaga od ludzi uwierzytelnienia się za pomocą najróżniejszych haseł. Pod najmniejszą cyferkę musi podłożyć się człowiek, całym swoim jestestwem, z podaniem PESEL, NIP i całej harmonijki danych wrażliwych. Co z tego otrzymujemy? Właśnie – nic! Normalny człowiek nie otrzymuje w zamian za informacje nic. Żadnej nagrody. No, nie! Fakt naukowy – co miesiąc dostajemy SMS z banku informujący o przelaniu na nasze konto srebrników. Sprzedajemy nasz świat wirtualnej rzeczywistości i – jesteśmy z tego powodu szczęśliwi!

Nad zaprowadzeniem nowego porządku świata pracowało wiele organizacji. Dziś nowe nadchodzi wielkimi krokami. Sami sobie kreujemy wizję przyszłego świata, opisujemy rzeczywistość i lgniemy do tego obrazu niczym muchy do – swojego ulubionego pokarmu. Czyżby świat miał rzeczywiście ewoluować w tym kierunku? Czy urok digitalizacji jest tak samo nęcący jak kusząca od tysiącleci magia pieniądza?

Chwilami przychodzi mi na myśl, czy w naszej walce z szufladkowaniem świata możemy sobie powiedzieć, jak ongiś:

Weterynaria jedna twojej mocy się urąga,
Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

Obawiam się, że jesteśmy kolaborantami, a jednocześnie pyłkami w worze informacji Big Data. Działamy w imię binarnych kodów i matematycznej wizji świata. Lecz światu nikt z nas jeszcze nie udowodnił, że jest cyfrowy. Nawet zaglądanie w subatomowe struktury i w kosmiczne otchłanie nie sugeruje nic podobnego. Ten paradygmat chyba jeszcze nie powstał. Czyżbyśmy już karmili cyfrowego potwora? Czy administrowanie danymi ułatwia nasze życie? Na dzień dzisiejszy część z nas wklepuje dane do maszyn, a druga część biega wokół i trzepie po łapach gdy robimy to źle. Chwilowo mamy głowy myte przez ludzi, kontrolerów. Chwilowo. Zastępy śmiałków walczą o to, żeby komputery mogły gadać. Ta sztuka nazywa się lingwistyką matematyczną. W zasadzie dobrze mieć te komputery, powinniśmy nawet się cieszyć, że mamy jakąś pracę. Pracę składaną na ołtarzu, którego bogiem jest całka, rachunek prawdopodobieństwa, statystyka matematyczna czy inne maszkary ze szkolnych snów.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Piotr Kałużny



Dołączył: 09 Maj 2004
Posty: 321

PostWysłany: 15 Sty 2016, 18:20    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pięknie napisane.
Po przeczytaniu zastanowiłem się czy nie jest to, aby w nowy sposób opisana stara prawda o wypieraniu lepszego pieniądza przez gorszy.
Kiedyś najważniejszy był podpis lekarza pod stwierdzeniem czy gruźlica jest czy nie. Teraz ważniejszy jest zapis w SERPIW i milimetry, już niekoniecznie połączone z objawami. Kiedyś suwmiarkę trzeba było umieć odczytać obecnie sama wyświetla wynik. Gdy dodają do niej dynamometr ocena dokonana przez wykształcony personel nie będzie potrzebna. Milimetry prawdę powiedzą. Kiedyś liczyły się umiejętności wykonania iniekcji, teraz automaty robią to szybciej i dokładniej.
Po co więc lekarz? Wystarczy kurs obsługi automatycznej strzykawki, suwmiarki i SERPIW –u. Będzie nowocześnie i tanio.
Maleje znaczenie wiedzy, a rośnie znaczenie procedur. W cenie nie jest już obserwacja, analiza, wyciąganie wniosków i rozwiązywanie problemów, lecz bezbłędne wykonywanie procedur i to tanio. W naszym zawodzie są to procedury związane ze wszelkimi nadzorami.

Tak dzieje się w każdej dziedzinie.
Recepty dla ludzi wystawiać będą pielęgniarki. Póki co wynagrodzeniem dla nich ma być „prestiż” nie pieniądze.
Zjadamy nie mięso, a MOM i t.d.

P.S.
Włodek, ruszyłeś z monitoringiem i przy SERPIW-ie ręka Ci się po klawiaturze omskła?
Very Happy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 172

PostWysłany: 22 Maj 2017, 00:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Wspomnienie

Na zajęciach z doc. Stanisławem Tarkiewiczem omawialiśmy budowę serca i obieg krwi. Poległem omawiając obieg. W chwili gdy powiedziałem, że „dotleniona w płucach krew wpływa do lewego przedsionka, który tłoczy ją następnie do lewej komory i zamyka się zastawka dwudzielna” Pan docent wybuchnął: „Ona się nie zamyka, ona się zatrzaskuje. My ten „trzask” słyszymy!” - pamiętam... i słyszę do dziś.

Inny temat; Omawiamy badanie rektalne, przypadek skrętu jelit u konia. Proste pytanie i prosta odpowiedź. „ - Jaka jest krezka jelitowa?” ……….. „ - Jak aksamit.” ( Prawda, że można zapamiętać na długie lata???)

Albo to; Chodziło chyba o wlewy doodbytnicze. Pytanie brzmiało: „ - Za jakie są jelita u krowy?”
Prawidłowa odpowiedź: „ - Za długie” …………….(Oj tak, nie trzeba było opuszczać wykładów.)

Fajnie czasy...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Marek Kaminski
Gość





PostWysłany: 24 Maj 2017, 23:38    Temat postu: Nie na temat Odpowiedz z cytatem

Włodku,
jakże prosto i przystępnie opisana śmierć lekarza wetrynarii w cyberchmurze. Za chwilę hodowca wprowadzi do komputera zaobserwowane objawy i po chwili otrzyma gotową diagnozę i sposoby leczenia oraz zapobiegania. Dla nas, pozostających w wiekach "empirii i dociekań" nie będzie miejsca w tym zdigitalizowanym świecie.
Po blisko 40 latach pracy pora umierać Crying or Very sad
Powrót do góry
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 172

PostWysłany: 25 Maj 2017, 00:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Marku, ( trochę się wcinam)
W cyberchmurze dostrzegasz twarz Hippokratesa dawnej weterynarii? Vikipedia mówi tak:
"Twarz Hippokratesa
Hippokrates uważał też, że na podstawie wyglądu człowieka można ustalić jego stan zdrowia. Sama twarz może wiele o tym powiedzieć. Do historii medycyny przeszło też tzw. oblicze Hippokratesa (łac. facies Hippocratica), które jest oznaką zbliżającej się śmierci. Twarz Hipokratesa odznacza się: zaostrzonymi rysami, wydłużonym nosem, wpadniętymi oczami, zapadniętymi policzkami, ziemistą cerą, spieczonymi ustami. Najczęstszą przyczyną śmierci u tych osób jest zapalenie otrzewnej lub cholera.
Uwagi
Imię tradycyjnie zapisywane w polskich publikacjach przez jedno p, obecnie jednak filologowie klasyczni postulują bliższą oryginałowi pisownię przez dwa p. Różnica o tyle istotna, iż Hipokrates oznaczałoby po grecku podwładny, a Hippokrates – koniowładny."

Hodowca nie wysłucha zatrzaskujących się zastawek i nie oceni pracy serca. Nie wyczuje dotykiem „aksamitu” krezki jelitowej, by rozpoznać skręt. Nie znając anatomii próżno będzie dociekał, kiedy wlewy mają sens. To właśnie empiria i dociekanie sprawia, że i ja czuję się koniowładny.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 172

PostWysłany: 01 Lip 2017, 00:13    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Pora na urlop. Bywajcie! Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Gość






PostWysłany: 01 Lip 2017, 13:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Bywaj.
Powrót do góry
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 172

PostWysłany: 16 Lip 2017, 23:31    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Takie czasy, a u nas, jak zwykle cisza.
Przerywam więc swój urlop, żeby zademonstrować, że jestem z Wami. Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
pragmatyk
Gość





PostWysłany: 17 Lip 2017, 11:36    Temat postu: sympatyk Odpowiedz z cytatem

Przerywaj i demonstruj Shocked
Powrót do góry
Gość






PostWysłany: 18 Lip 2017, 18:59    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Witamy, czekamy na Słowo!
Powrót do góry
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 172

PostWysłany: 01 Sie 2017, 00:16    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Również witam. Żeby zrozumieć pragmatycznego sympatyka, trzeba głęboko zajrzeć mu w oczy, wsłuchać się w intonację wypowiedzi i odczytać to, co zostało nienapisane pomiędzy wierszami. Mimiczny jest i wymowny - „ tisze jediesz, dalsze budiesz”.
Tobie Anonymousie, który czekasz, odpowiem cytatem:
„ Na początku było Słowo.
Było ono u Boga i było Bogiem.
Od samego początku było razem z Bogiem.
Ono powołało wszystko do istnienia.
I nic, co zostało stworzone nie zaistniało bez Niego”.
……………………………………………………….
/ fragment Ewangelii według św. Jana 1 „ Słowo Życia” (Sz-PL) / - do przemyślenia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Gość






PostWysłany: 01 Sie 2017, 19:49    Temat postu: gość Odpowiedz z cytatem

1 Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. 2 Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch2 Boży unosił się nad wodami.
3 Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. 4 Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. 5 I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.
I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy... - STARY TESTAMENT
Księga Rodzaju ; Włodku - do przemyślenia
Powrót do góry
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 172

PostWysłany: 01 Sie 2017, 21:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Taki upał, że mózg staje. Ale ok! Z wiekiem człowiek coraz bardziej potrzebuje głębokich przemyśleń.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1279
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 05 Sie 2017, 01:01    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Mam wrażenie, że może nasze przemyślenia sięgają zbyt głęboko. Do czynności w sumie prostych i skupiających się wokół wręcz odruchowych działań, działań wręcz przewidzianych dla nas przez Stwórcę - próbujemy wprowadzać pierwiastek nieoznaczoności. Zdajemy się sądzić, że dodając jeden do jednego jesteśmy demiurgami. a prawdą okazuje się to,że tak właśnie mieliśmy postąpić, tego właśnie od nas oczekiwano...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 172

PostWysłany: 05 Sie 2017, 07:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niemal wszystko, o czym tutaj piszemy jest albo bardzo ogólne, albo osobiste, albo odbiegające od naszej codzienności. Zauważ jednak Włodku, że to właśnie jest temat - „ Nie na temat”. Widzę potrzebę odniesienia się do prac Rady: do powołania Komisji stałych, do powziętych już uchwał. Niestety, na razie trochę dokucza pogoda i np. ja, po urlopie nie mogę się jeszcze skupić. Pewnie przyjdzie pora.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group