Forum Medicus Veterinarius Strona Główna Medicus Veterinarius

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Co dalej z "Medicusem"?
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 07 Sty 2015, 13:33    Temat postu: Co dalej z "Medicusem"? Odpowiedz z cytatem

Co dalej z „Medicusem”?

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Lekarzy Weterynarii Wolnej Praktyki „Medicus Veterinarius” winno dziś pełnić nie tylko rolę reprezentacyjną i fasadową, ale przede wszystkim czynnie manifestować oczekiwania i racje największej grupy w naszym zawodzie, czyli lekarzy praktyków. Dotychczas „Medicus” uaktywniał się w trakcie kolejnych kryzysów, gdy Izba nie była w stanie jednoznacznie wyrazić postulatów środowiska i skutecznie zawalczyć o ich realizację. Nie możemy dziś ograniczać się tylko do roli „strażaka”, który próbuje w interesie całego zawodu ( nie urażając nikogo), ratować co się da przy zakusach MRiRW bądź lobby producenckiego, aby zabierać nam kolejne zadania oraz należne z nich przychody.
Obecnie gdy powstało Ogólnopolskie Stowarzyszenie Lekarzy Weterynarii Wykonujących Czynności z Wyznaczenia tzw. „higienistów”, dla których ta praca jest głównym źródłem przychodu, to ono w obronie swych członków musi stąpać po „kruchym lodzie” jaki stanowią osobiste wyznaczenia do czynności urzędowych. Stowarzyszenie „Medicus Veterinarius”, podobnie jak Porozumienie Zielonogórskie lekarzy medycyny POZ, może i powinno domagać się właściwych warunków pracy lekarzy praktyków, gdzie dokładanie kolejnych zadań musi odbywać się wraz z dokładaniem wystarczających środków na ich właściwe wykonanie.

Mamy prawo jako mikro przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą do takiej konstrukcji zleceń budżetowych, która umożliwi ich wykonywanie w ramach prowadzonych zakładów, a nie wyłącznie w działalności świadczonej osobiście, jak dotychczas. Inspekcja dezorganizuje pracę zakładów leczniczych wyznaczeniami osobistymi wspólników czy pracowników zakładu leczniczego z nielegalnym wykorzystaniem jego bazy lokalowej, sprzętowej i transportowej, podczas gdy wynagrodzenie nie stanowi przychodu z prowadzonej działalności. Wyznaczenia są dla nas ważne, ale wykonując je nie możemy ciągle być zmuszani do korzystania z infrastruktury i samochodów, które są własnością zakładu leczniczego. Czynności z wyznaczenia muszą na powrót stać się usługą weterynaryjną, której świadczenie, wymagając bazy zakładu leczniczego, stanowi jego przychód w rozumieniu przepisów o działalności gospodarczej.

W dobie głębokiego kryzysu w zawodzie, gdzie Izba Lekarsko-Weterynaryjna nie ma żadnego wpływu na kształcenie lekarzy weterynarii oraz ilość otwieranych nowych praktyk, musimy jasno określić nasze cele i walczyć o ich realizację wszystkimi dostępnymi środkami. Lekarze medycyny Porozumienia Zielonogórskiego pokazują nam dziś jak można wpływać na decyzje rządzących pomimo całej nagonki medialnej i realizować dobrze pojęte interesy zawodu w tym również finansowe. Brak nadzoru samorządu nad rynkiem usług weterynaryjnych doprowadził do powszechnego handlu lekami, a nie usługą lekarsko-weterynaryjną, co preferuje objazdowe praktyki instruujące hodowców jak i kiedy samodzielnie stosować dostarczone leki, często bez badania klinicznego, sekcyjnego czy laboratoryjnego. Usługa lekarsko-weterynaryjna jest tam ukryta w marży za leki, a dla hodowcy ciągle nie stanowi żadnej samodzielnej wartości. Tradycyjne praktyki nie mogą konkurować z zakamuflowanym handlarzem, który z „błogosławieństwem Inspekcji Farmaceutycznej” osiąga przychód nawet nie z niskiej marży, tylko z dodatkowych upustów od producenta leków za duży obrót. Tylko czy to jest powód, aby przekazać obrót lekami do aptek i pozostać z receptami w rękach, które większość będzie wystawiać zza biurka?

Dziś jedynie praktyki małych zwierząt, zwłaszcza świadczące specjalistyczne usługi, osiągają właściwy przychód umożliwiający inwestowanie w sprzęt i wiedzę personelu co sprawia, że nadążają za rosnącymi wymaganiami klientów. Podstawowe usługi weterynaryjne wobec „uzdrawiającej mocy wolnego rynku usług” są coraz tańsze i często byle jakie. Lekarze z braku klientów dają się wciągać w „chory plebiscyt – kto zrobi daną usługę najtaniej”. Jakiekolwiek próby ingerencji w ten układ, jak np. ankiety stosowanych cen na usługi czy minimalne standardy ich wykonywania – rodzą wciąż poczucie zagrożenia o zamach na wolność zawodu. Musimy wypracować jasne cele, jaki model rynku usług weterynaryjnych chcielibyśmy mieć, jaka miałaby być rola samorządu i w jaki sposób zapewnić możliwości godziwego życia wszystkim praktykującym lekarzom. W tym celu zapraszamy do dyskusji młodych lekarzy, bo to o ich przyszłość toczy się batalia.

Dotychczas bazowaliśmy głównie na opiniach doświadczonych kolegów z forum, ale ich doświadczenie rodziło się przecież przez ostatnie 25 lat, często w dość specyficznych warunkach i nie uwzględnia całości zagadnienia.

Aby ułatwić swobodę wymiany poglądów pragniemy utworzyć społeczność na facebooku, która obok forum byłaby platformą do wypracowania wspólnych celów o jakie winniśmy powalczyć. Nie musimy ciągle czekać na kolejne ruchy ministra, departamentu czy GIW-u, bo wówczas często za późno już na reakcję. Realizacja wytyczonych celów nie może w wydaniu „Medicusa” polegać tylko na grzecznościowej wymianie pism z urzędnikami ciesząc się, że ktoś nas w ogóle zauważa. Jeśli minister nie widzi potrzeby podniesienia maksymalnego wynagrodzenia za szczepienie psów przeciwko wściekliźnie, czy za wystawienie paszportu dla zwierząt towarzyszących to nie znaczy, że musimy z tego postulatu rezygnować. Nie musimy również ciągle troszczyć się za wszelką cenę o jedność zawodu kosztem rezygnacji z naszych żywotnych interesów.
Będziemy wspierać lekarzy - pracowników Inspekcji w walce o właściwe dla nich miejsce przy ewentualnej reformie IBŻ oraz godne ich wynagradzanie. Będziemy walczyć o zachowanie miejsc pracy w nadzorze nad bezpieczeństwem żywności dla lekarzy higienistów oraz stawki rozporządzenia o wynagrodzeniach. Jednak nie możemy zapominać, że dla lekarza praktyka zlecenia budżetowe winny być tylko jednym ze źródeł przychodu w prowadzonej działalności.
Nie jest w interesie zawodu tworzenie „armii bezimiennych żołnierzy” czekających co roku na wyznaczenie osobiste, które jest dla nich wieczną namiastką zatrudnienia i „być albo nie być” dla ich rodzin. Nie możemy dać się zepchnąć na margines życia gospodarczego i społecznego, bo nigdzie w UE, lekarze weterynarii nie mają tak nikłych perspektyw na życie zawodowe jak u nas. Wolny rynek usług weterynaryjnych jest dziś wspaniałym polem do popisu różnej maści „kombinatorów”, podczas gdy uczciwie praktykujący lekarz na wsi czy w mieście jest wciąż pod ostrzałem różnych kontroli i inspekcji, miota się w gąszczu przepisów, które nie pozwalają mu odbić się od dna. Izba nie potrafiła dotąd określić strategii rozwoju zawodu lekarza weterynarii w Polsce i nazwać po imieniu pewnych zjawisk, które ten rozwój krępują. Jeśli chcemy choćby zachować „status quo” musimy jasno i precyzyjnie realizować uzgodnione priorytety albo poddać się woli urzędników resortu, który nigdy nie ukrywał, że jest zainteresowany rozwojem rolnictwa, a nie weterynarii.

Koleżanki i Koledzy, jeśli chcielibyście włączyć się w dyskusję, a następnie w realizację wspólnie wytyczonych celów to zapewniam, że jako prezes dołożę wszelkich starań, aby Was nie zawieść i skutecznie walczyć o lepsze jutro dla nas wszystkich.

Jacek Sośnicki
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 07 Sty 2015, 13:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Rewitalizacja w połączeniu z trendami społecznymi.
Zastanawia mnie kwestia zrewitalizowania „Medicusa”. Dokładnie, nie mówię o reinkarnacji, bo „Medicus” nie zamknął, ani nie zawiesił swojej działalności. Czy Izba, albo nowopowstałe stowarzyszenie lekarzy wykonujących czynności urzędowe – poradzą sobie z aktualnymi zagrożeniami? Tych zagrożeń jest coraz więcej i więcej, ba sama idea wiejskiej weterynarii zdaje się odchodzić do lamusa. Może i tak ma być, może zwierzęta gospodarskie powinny, jak tego chcą konsumenci – podlegać tym samym zasadom, co uprawa roślin. Taki kierunek zresztą obrała Rada Europy, w taki sposób zwierzęta są traktowane w przemysłowym chowie. Opinie „zielonych” na ten temat są bardzo mocno uzależnione od akcyjności, wykrycia jakichś szczególnie kontrowersyjnych zjawisk związanych z chowem zwierząt. Najgorszym wydaje się być to, że ci „zieloni” sami się wręcz ośmieszają poprzez to, że nie wiedzą na co patrzeć, nie umieją ocenić rzeczywistych zagrożeń. Są to laicy o „miękkich sercach”, wrażliwi na pokazane im palcem zjawiska, ale niezbyt dobrze wiedzący, rozumiejący co zobaczyli.
Władza nad losem zwierząt zależy od komercji i konsumenta. Lekarze weterynarii są obyci z uprzedmiotowieniem zwierząt. Nie jest zaskoczeniem dążenie do uzyskania dochodów. Na drodze do pozyskania pieniędzy nikt nie potrafi wyartykułować rozsądnych kryteriów. Weterynaria, ze względu na swoje umocowanie administracyjne, podległość potrzebom zarówno hodowców jak i przetwórców jest przestawiana z kąta w kąt, zależnie od aktualnych potrzeb politycznych. Wiele krajów zachodnich dawno zapomniało o zwierzętach, które praktycznie nigdy nie uświadczają opieki weterynaryjnej. Tymi zwierzętami zajmuje się nie lekarz, a wyłącznie hodowca i to on w rzeczywistości decyduje o ich dobrostanie. Opieka nad zwierzętami polega na próbie wypośrodkowania pomiędzy oczekiwaniami konsumentów i kaprysami ich opinii. Konsument chce zwierzę zarówno zjeść, jak i pogłaskać. Stąd też mogą się brać rozwiązania o niekiedy charakterze bardziej populistycznym niż reformatorskim, jakie potrafią stosować urzędy.

Paradoksalnie, dawna hodowla, prymitywna i ekstensywna, ale nieuprzemysłowiona – lepiej dostrzegała naturalne prawa zwierząt niż praktyka przemysłowa. Nowoczesna hodowla oparta o naukowe kryteria, sprowadza zwierzę do roli przetwornika zamieniającego białka roślinne na zwierzęce, a przy okazji wytwarzającego rozmaite produkty pochodne, które także podlegają zagospodarowaniu. Dziś nie ma już hodowców pytających, czy ich zwierzę nie cierpi, nie czuje bólu. Zabiegi operacyjne w chlewniach są wykonywane przez osoby przyuczone, gdyż sprowadzenie lekarza jest kłopotliwe i drogie. A w związku z brakiem pracy wiejscy lekarze weterynarii to najczęściej podtatusiali panowie na pograniczu emerytury.
Czy da się w urzędowy sposób pogodzić fanaberie konsumenckie, z wymaganiami produkcji? Czy poradzi sobie z nimi rząd?

Unormowania hodowli.
Państwowy nadzór weterynaryjny stanowi próbę wypośrodkowania pomiędzy oczekiwaniami producentów i konsumentów. Między tym, co państwo musi i może zrobić dla zwierząt, a tym, na co zgadzają się lobby producenckie, hodowlane. Pozornie sytuacja jest załagodzona, może szczególnie z powodu istnienia niesłychanie rozbudowanej księgowości, lecz cały czas ten nadzór jest wyłącznie wypośrodkowaniem tego co można i tego co trzeba zrobić. Chociaż prawdę mówiąc określenie – trzeba by należało zastąpić jakimś innym słowem, oznaczającym formę jałmużny. Najprzejrzystszym przykładem oczekiwań konsumentów są jaja od kur u trzymywanych na ściółce, ekologiczne i tanie jaja pochodzące z klatek. W sklepach „z ciężkim sercem” – kupowane są te tańsze.
Polska weterynaria zwierząt gospodarskich u schyłku dwudziestego wieku była stosunkowo nieźle rozwinięta, obecnie pozostały wyłącznie jej zgliszcza. W miejscowościach, gdzie lekarze działają prężnie, a hodowcy widzą sens ich pracy, lecznice w miarę prosperują. Natomiast w terenie skomercjalizowanym, lub o słabo rozwiniętej hodowli gabinety weterynaryjne nie są w stanie się utrzymać ekonomicznie, nie mówiąc już o zachowaniu zawodowych standardów. W dużej mierze praca wiejskich zakładów jest zdominowana przez współpracę z inspekcją weterynaryjną narzucającą zgodne z konsumenckimi oczekiwaniami kryteria zdrowotne i administracyjne. Taka sytuacja wiąże się ze szczególnym stosunkiem, jaki wykształcił się pomiędzy inspekcją podległą hodowcom i przetwórcom zwierząt, a lekarzami zmuszonymi zapomnieć o swoich zadaniach, umiejętnościach, żeby móc się skupić na realizowaniu procedur wymuszonych konsensusem pomiędzy tym co można dać zwierzętom, a jałmużną, jaką te zwierzęta otrzymują.

Administracja
Powiadają, że administracja jest smokiem zjadającym swój ogon. Stanowi twór opisujący zastaną rzeczywistość, ale i ją kształtujący. Jest anatomicznie związany z otaczającą tkanką, ale potrafi dawać przerzuty. Jedną z charakterystycznych cech tego tworu jest powszechnie znana zdolność do niekontrolowanego rozrostu. Każdy nowy rząd obiecuje powściągnąć rozwój urzędów i natychmiast na tej obietnicy się wykłada. Medycyna zna takie przypadki z autopsji. Widząc rozwój tkanki odgraniczonej, zamkniętej w pewnym zakresie mówi, że jest on niezłośliwy. W przypadku nieograniczonego rozrostu mamy do czynienia z formą złośliwą, prowadzącą do zniszczenia organizmu. Rozliczne badania naukowe idą w kierunku znalezienia praprzyczyny tego zjawiska, ale i uważnie przyglądają się w jaki sposób odbywa się zajmowanie coraz to nowych obszarów. Dotychczas jedynym ratunkiem jest wczesna diagnoza i zdecydowana terapia.
Były i nadal istnieją organizacje żyjące z „opieki” nad podmiotami gospodarczymi. Niestety zazwyczaj okazuje się, że podmioty mogące rozwijać się bez pomocy ze strony opiekunów – są prężniejsze, potrafią postawić i zrealizować bardziej dalekosiężne cele. Najwyraźniej takie jest życie i trzeba umieć się w nim znaleźć. Wolność gospodarcza, jaką nam przyznały reformy ministra Wilczka to dziś już historia.

A co w weterynarii?
Urzędy mają to do siebie, że ich budżet na szczęście podlega pewnym, z trudem wywalczonym ograniczeniom. W związku z tym niektóre działania odbywają się na szczególnej drodze. Na tym też tle inspekcja sięga po pozazawodowe możliwości lekarzy weterynarii. Dzieje się to w dużej mierze dlatego, że ustawy, rozporządzenia są nowelizowane fragmentarycznie, a nie całościowo. Wprowadzenie nowego wątku, paragrafu tylko częściowo wiąże się z dostosowaniem przepisów już istniejących. Skostniałe nakazy w zderzeniu z realiami prowadzą do nonsensów. Nowe kryteria postępowania, procedury – uwzględniają wiele aspektów współczesności, a pozostałe, rozliczne instrukcje – są rozczulająco archaiczne. Ot, takim przykładem jest kwestia procedur przy badaniu świń w kierunku choroby Aujeszki, gdzie są przewidziane narzędzia w postaci odpowiednich probówek, igieł, jednorazowych kombinezonów, butów, ba refundowanego dowozu probówek do centrali! Przy badaniu bydła już nie musimy przestrzegać jakichkolwiek zasad epizootycznych, bo przepisy w tym zakresie są stare jak świat, a ich nowelizacja wiąże się z nakładami finansowymi. Ministerstwo woli, żeby przynajmniej dopuki się da – było po staremu, taniej. Hodowcy niekiedy skarżą się, że lekarze do świń potrafią przyjechać w eleganckich widziankach, a u krów – mają problem nawet ze strzykawkami do podawania tuberkuliny. Większość lekarzy posługuje się znakomitymi, ale poskręcanymi drutem strzykawkami sprzed trzydziestu, czterdziestu lat! Nowych nigdzie nie robią!
Pobieranie krwi u bydła – obejmuje cały wachlarzyk dodatkowych procedur. Jednak podobnie jak zapisy w rozporządzeniach, wyceny tych zabiegów nie mają powiązań z czynnościami około zabiegowymi. Procedury administracyjne, jak i inne zjawiska przyrodnicze, są praktycznie od zawsze w sposób niepostrzeżony wprowadzane „tylnymi drzwiami”, bez rekompensat finansowych. Nikt nie spisuje numerków z kolczyków wyłącznie dla zaspokojenia własnej ciekawości, są bardziej ekscytujące powody. Niemniej inspekcja, poza wymaganiami czysto zawodowymi, wymaga od lekarzy realizowania zinformatyzowanych potrzeb administracyjnych – zwykle nic w zamian nie dając. Lekarz powinien mieć swój komputer, bo jak go nie ma, to przynajmniej jeden tydzień w miesiącu musi poświęcić na ręczną walkę z buchalterią czynności urzędowych.
Coroczne kolendowanie wyznaczonych lekarzy po zagrodach niejednokrotnie odbywa się w terenie obcym dla lekarza, tam gdzie został rzucony decyzją administracyjną. Obcy teren w dwójnasób wydłuża czas pracy lekarza, przez konieczność lokalizowania poszczególnych gospodarstw. Rozwiązaniem niekiedy jest GPS z mapą posiadającą ponumerowane gospodarstwa. Z tym, że podobnie, jak komputer – jest to własna kwestia lekarza, bo sprawę da się załatwić choćby i „na piechotę”. Właściwie chce się powiedzieć – dobrze, że chociaż za dojazdy płacą! Jak zwał tak zwał, za dodatkowe czynności się nam płaci w ramach usługi weterynaryjnej. A te dodatkowe obciążenia niepostrzeżenie wślizgujące się do naszych gabinetów? W sumie wychodzi, że zgodziliśmy się na taki układ.
Układ? Instrukcje mówią wyłącznie o postępowaniu ze zwierzętami, a urzędy za wszelką cenę nie dopuszczają do swojej i naszej świadomości faktu, że co najmniej połowa pracy wiąże się z archiwizowaniem, podliczaniem, rozliczaniem (do trzeciego, czwartego miejsca po przecinku) – tych czynności. I pamiętajmy, że ta dziedzina rozrasta się w miarę postępu technik biurowych i administracji!
Bolesnym przykładem macoszego traktowania wyznaczanego personelu jest kwestia oprogramowania baz danych. Lecznice owszem, mają dostęp do inspekcyjnych programów archiwizujących, ponieważ wprowadzają tam dane o zwierzętach. Przekazywane państwu informacje są rozbudowane i szczegółowe, z czym też się wiąże odpowiednio skomplikowana obsługa oprogramowania. Niewielkim nakładem kosztów można dostosować to oprogramowanie do automatycznego rozliczania finansowego pracy lekarzy. Niestety! Mamy tu do czynienia z jakąś totalną niemożliwością administracyjną. A może to złośliwość? Lekarze prowadzą podwójną buchalterię, jedną dla inspekcji, a drugą na podstawie tych samych danych – dla księgowości. A w świecie idealnym – można by to załatwić naciśnięciem jednego klawisza i to w dodatku bez zbędnych w takim wypadku korekt, wydruków. Ale nie, bo nie!
Po interwencjach lekarzy, urzędy zgodziły się żeby pieniądze za świadectwa zdrowia zwierząt były rozliczane cotygodniowo, a nie codziennie. I żeby rozliczyć takie świadectwa – lekarze co tydzień jeżdżą wpłacać pieniądze do kasy inspekcji, czasem do banku, a ci najnowocześniejsi płacą przelewem internetowym. Znowu potrzebny jest komputer, pieniądze na opłacenie przelewów, a cenniki naszych usług nawet nie wspominają o tych kosztach. Nie zostało to załatwione w trakcie tworzenia nowego prawa, tak jak załatwiona wówczas została kwestia refundacji dowozu aujeszkowych probówek do inspekcji. Probówki aujeszkowe można dowozić na koszt zleceniodawcy, brucelozowe, czy białaczkowe – już nie. Absurd? Nie pierwszy ci on i nie ostatni.

Część lekarzy wykonuje prace administracyjne przy pomocy tabelki i kalkulatora. Inni zatrudniają pomoc administracyjną, albo sami walczą z internetem. Inspekcja, wyposażona we współczesny sprzęt biurowy nawet nie chce rozmawiać o tym, że dotacja do takiego sprzętu być może mogłaby skłonić młodych lekarzy do podjęcia pracy w terenie, przy obsłudze zwierząt gospodarskich. Niby minister chce, żeby lekarze zeszli pod strzechy, szermuje potrzebą konkurencyjności usług. Czy ministerstwo pod szyldem dostępności zawodu dla wszystkich zainteresowanych nie doprowadzi do całkowitej pauperyzacji zawodu? Dążeniem ministerstwa są tanie, powszechne usługi, ale ich poziom nie jest ministerstwu do niczego potrzebny, liczy się wyłącznie ilość lekarzy do pobierania próbek. W krajach o starej bazie wolnej praktyki często istnieje rejonizacja usług. W Polsce pod sztandarem wolności gospodarczej preferowany jest szeroki, ale niewyspecjalizowany front usług. Gdy Izba chce podnosić poprzeczki, np. standaryzacja usług, wstępne staże lekarskie, cena za rejestrację zakładu adekwatna do kosztów – ministerstwo posługując się jakże populistycznymi hasłami neguje nasze przygotowanie zawodowe, dążąc do zapewnienia szerokiej ale bardzo podstawowej obsługi klienta.

Relacje korporacyjno – administracyjne.
Administracja wężowym ruchem przenika wszystkie tkanki społeczeństwa. W korporacjach, jest podobnie. Państwo scedowało na nasze barki, poprzez funkcje i zobowiązania Izby wiele czynności administracyjnych, które są wykonywane w imieniu administracji państwowej. Dzieje się to jednak tylko do czasu, kiedy odpowiada to ministrowi. Niektóre czynności izby wykonują za darmo, na przykład nadawanie prawa do wykonywania zawodu. Są i czynności wykonywane odpłatnie. Taką funkcją jest rejestracja zakładów leczniczych. Należność finansowa za te czynności (konieczność przegłosowania przez quorum rady, co się wiąże z zapłaceniem za dojazdy na zebranie, dojazd do kontroli zakładu) jest już niewystarczająca, często trzeba sięgać po pieniądze ze składek. Czynności te są wykonywane społecznie przez lekarzy – członków Rady. Koszty ich rozłożone są między członków korporacji. Państwo nie widzi potrzeby dofinansowania izb parających się czynnościami administracyjnymi. Jeden z głównych wydatków Izby to sekretariat, obsługujący takie prace. Po opłaceniu pracowników sekretariatów – tylko resztka pieniędzy zostaje na działania integracyjne, szkoleniowe, wspomaganie potrzebujących itd. Czy izby wykonując prace administracji państwowej nie powinny być w tym wspomagane finansowo, sprzętowo, lokalowo? Może i powinny, ale na tym polega perfidia hydry. Swego rodzaju kuriozum stanowi zapis, że izby nie mogą nawoływać do protestów przeciwko działaniu urzędów!

Co z „Medicusem”?
Zdecydowanie, istnieje konieczność dalszego istnienia „Medicusa”, choćby po to żeby pod innym kątem naświetlić, uzasadnić potrzeby lekarzy wolnej praktyki. Nie chcemy, żeby administracja zgniotła nas, tak jak zrobiła to kiedyś z agronomami. „Medicus”, jako stowarzyszenie nie podlega ministerstwu na zasadach wasala, jakim ma być Izba. Tam, gdzie Izba okaże się niewładna, albo zbyt mocno przerośnięta duchem administracyjnym – stowarzyszenie może powiedzieć – nie! Czyli zostajemy na fali, trzymamy rękę na pulsie, a gdyby głosy niezadowolenia stały się zbyt liczne – pójdziemy razem, by walczyć o wolność w prowadzeniu naszej działalności.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Incognito



Dołączył: 22 Lut 2011
Posty: 261

PostWysłany: 07 Sty 2015, 18:51    Temat postu: Pytanie do Prezesa Odpowiedz z cytatem

- Czy Stowarzyszenie „ Medicus Veterinarius” dostrzega interesy młodych lekarzy weterynarii, będących pracownikami najemnymi ? Czy raczej, mają oni tworzyć swoje związki zawodowe?
- Ot, Kubek, jak ty odmłodniał raptownie, chyba, jaki eliksir wypił, a?
_________________
incognito
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 07 Sty 2015, 21:04    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Staramy się dostrzegać, ale niestety, młodych ci u nas jak na lekarstwo... Widocznie mają inne zmartwienia. Mam wrażenie, że to na starość robimy się takimi legislatorami, bo w młodszym wieku walczyliśmy wyłącznie o przeżycie. Historia toczy się kołem. Młodzi widocznie idą dobrze wytyczonym przez nas śladem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Jacek Sośnicki



Dołączył: 28 Sty 2012
Posty: 19
Skąd: Kalisz

PostWysłany: 08 Sty 2015, 16:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oczywiście, że dostrzegamy młodych lekarzy i ich interesy. Problem w tym, że jest ich coraz więcej a rynek się kurczy. W cywilizowanym świecie młody lekarz szuka pracy u doświadczonego lekarza aby w przyszłości od tego czy innego starszego kolegi odkupić praktykę. W Polsce młody lekarz zatrudnia się u kogoś aby na bazie jego klientów założyć własny gabinet często obok i to jest problem. Nie tworzymy wieloosobowych wyspecjalizowanych zespołów tylko jednoosobowe gabineciki w których wieczna dyspozycyjność dla klientów nie pozwala nam normalnie żyć, dokształcać się i wypoczywać. Stąd duża nieufność starszych lekarzy i zatrudnianie młodych na chorych zasadach z góry zakładając, że nie "zagrzeją miejsca" i odejdą wraz z bazą pacjentów. Jeśli dalej będziemy "kształcić" tysiąc lekarzy rocznie i bez ograniczeń otwierać kolejne praktyki to marny nasz los. Młodzi wyjadą a starzy będą tyrać " ad mortem d.... ". Rozmawiajmy więc, szukajmy wspólnie rozwiązań, nie dajmy się zepchnąć na margines życia. Prezes
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Andrzej Wolańczyk



Dołączył: 09 Sie 2004
Posty: 495
Skąd: Goleniów

PostWysłany: 20 Sty 2015, 11:09    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

I cisza Rolling Eyes . Młodzi są zajęci w wyścigu szczurów a nie podejmowaniem dyskusji na temat przyszłości weterynarii. Chociaż........ może nie do końca. Otóż w tym roku organizuję spotkanie integracyjne, nieformalne w Międzyzdrojach koleżeństwa skupionego wokoło Forum weterynaryjnego Veterinarius. Co roku organizuje to ktoś z rozmaitych rejonów Polski. Tym razem organizuję to ja w ośrodku wczasowym Izby Lekarsko-weterynaryjnej. Jest to możliwość swobodnego przedyskutowania zarówno potrzeb jak i sytuacji w naszym zawodzie. W tym roku po raz pierwszy wsparcia udzieliła nam Izba L-W Zachodniopomorska. Może warto wspólnie zastanowić się nad przyszłością Idea Tym bardziej, że na te spotkania przyjeżdżają również młodzi lekarze wet.
_________________
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Incognito



Dołączył: 22 Lut 2011
Posty: 261

PostWysłany: 23 Sty 2015, 09:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Oj, Panie Prezesie!
Najpierw stary wydoi młodego, zatrudniając go „ na chorych zasadach”. Potem młody ma wykupić praktykę, żeby stary znowu się mógł nachapać. Fajne.
Po co to, jak można założyć własną, i to zgodnie z prawem? Po jakimś czasie, każdy nabędzie doświadczenia, a stary i tak „ się wykruszy.”
Największą konkurencją w leczeniu zwierząt są ich właściciele, bo mają dostęp do leków. Dlatego rynek się kurczy.
Zgoda, powinny być zakłady wieloosobowe.Tak.
_________________
incognito
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Zbigniew Kowalski



Dołączył: 21 Maj 2004
Posty: 932
Skąd: kujawsko-pomorskie

PostWysłany: 23 Sty 2015, 15:34    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Najpierw stary wydoi młodego, zatrudniając go „ na chorych zasadach”

Drogi Incognito, a jak jest obecnie?
Po 2-3 latach "dojenia", młody całuje w rękę starego i zakłada w odległości 100 metrów od starego własną firmę, przejmując kartotekę klientów byłego pracodawcy reklamując się wszędzie: u mnie usługa o 30 % taniej!
Gdzie tu są "chore zasady"?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer GG
Paweł Henryk Łój



Dołączył: 14 Lip 2010
Posty: 126
Skąd: Biłgoraj

PostWysłany: 23 Sty 2015, 15:34    Temat postu: moje zdanie Odpowiedz z cytatem

Dlaczego u nas jest "jakoś tak". Powinno być tak - lekarz weterynarii i właściciel zwierzęcia, i między nimi dyskusja o pieniądze (kto, co, za ile, jak długo, jak efektywnie). U nas natomiast jest tak - jest właściciel i lekarze weterynarii. Dyskusja odbywa się między lekarzami o pieniądze właściciela i kto zrobi to taniej. To weterynarii nigdzie nie doprowadzi. Dużo pisania.... . A leki? Właściciele i tak je mają. Przy sporze między lekarzami dostaną je prawie za darmo.
Problem spoczywa w izbach. Dyskusje!!! Choćby opracować karteczkę co powinno wchodzić w skład rachunku : -wizyta, badanie , leki , dojazd , zabiegi itp... Każdy wypełniając taki "papierek" widziałby jak jego stawka wygląda na przykładzie/w stosunku do innych.
Dużo ciekawych pomysłów, chciałoby się pomóc "młodym" wchodzić w nasz praktyczny zawód.
Myślę że swoim wpisem nikogo nie dotknąłem i nie będzie skargi do izby z oburzeniem że mam inne zdanie.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 24 Sty 2015, 03:06    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Niby takie coś już było. Te pozycje wpisywaliśmy wystawiając pokwitowanie, albo rachunek za usługi. Wprowadzało to jakieś podstawy wyliczenia, ułatwiało oszacowanie należności. Z tym, że w momencie, gdy pojawiała się siła wyższa w postaci konieczności przykręcenia komuś puligaresu, albo i poluzowania - nie było specjalnie trudno nagiąć wysokość rachunku do konkretnych potrzeb.
Niby zawsze trzeba było wpisać badanie, ale przy drugiej wizycie można było policzyć nieco taniej, bo tylko za oględziny.
Zabiegi to było pole do popisu elokwencji i widełki do regulacji rachunku.
Ostatnia pozycja - wizyta poza zakładem, stała stawka, lub usługa w gabinecie, bez tej pozycji.
A wykaz zastosowanych leków to już istna epopeja.
Inna kwestia, że tak pisane rozliczenie można by było traktować jako podstawę do wypisania pozycji w książce leczenia zwierzęcia, czemu nie? Jeden papierek, a zarazem i rachunek i opis leczenia.
Może Henryk faktycznie ma rację i - należałoby pomyśleć o zapisie, jaki istniał kiedyś i pozwalał na pewną dyscyplinę rozliczeń. Klinika XP proponuje takie rozliczanie usługi, ale jakoś wygodniej jest rzucić kwotę, którą nazywamy - honorarium i zawiera zdecydowanie uznaniowe wyliczenie ceny zabiegu.
Dziś każdy liczy, jak chce. A może rzeczywiście - wrócić do dawnych rozwiązań, które ułatwiały rozliczenia z pracodawcą, jakim było państwo i wprowadzały przynajmniej względną dyscyplinę cenową?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Paweł Henryk Łój



Dołączył: 14 Lip 2010
Posty: 126
Skąd: Biłgoraj

PostWysłany: 25 Sty 2015, 19:52    Temat postu: moje zdanie Odpowiedz z cytatem

Nie chodziło mi o to by zmuszać kogokolwiek do prowadzenia dodatkowej dokumentacji. Zostałem źle zrozumiany. Chodzi mi o to, żeby opracować "rachunek", (jakby to nie nazywać) by móc sprawdzić wartość swojej usługi w stosunku do włożonej pracy. a także by móc opornym właścicielom przedstawić wyliczoną wartość swojej usługi, oraz by przedstawić wartość wykonanej usługi niektórym urzędom.
A co najważniejsze by każdy lekarz weterynarii dysponował tak samo wyglądającym "rachunkiem". Daje to pewną rangę dokumentom sporządzonym przez lek. wet..
Problem ten, w obecnej sytuacji, może opracować i rozpowszechnić tylko izba, jeżeli by chciała.
Mając taki dokument, znając ten problem, można prowadzić rozmowy miedzy lekarzami o wartości swoich usług.
Mniemam że nie napisałem niczego co dotknęło by Powiatowych Lekarzy Weterynarii, jeśli tak to serdecznie przepraszam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 25 Sty 2015, 21:08    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Myślę, że Twoje przemyślenia są warte ich przynajmniej przedyskutowania. Czy tak, czy inaczej tego typu dokument może stanowić w przyszłości podwaliny pod porównywanie cenników.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 201

PostWysłany: 25 Sty 2015, 22:11    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Trochę tego nie ogarniam. Czym, ów „rachunek” miałby się różnić od paragonu fiskalnego?
Uszczegółowieniem danych, innym przeznaczeniem…?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Jacek Sośnicki



Dołączył: 28 Sty 2012
Posty: 19
Skąd: Kalisz

PostWysłany: 26 Sty 2015, 00:17    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Kolega Henryk poruszył dość wstydliwy problem wartości usługi weterynaryjnej. Większość lekarzy podaje ją z przysłowiowego "sufitu" i tak to widzą klienci, więc się targują. W przypadku małych zwierząt, wydruk Karty leczenia z Kliniki WET zawiera wszystkie składowe usługi i na koniec kwotę do zapłacenia - z nią trudno dyskutować klientowi. Paragon z kasy fiskalnej to tylko potwierdzenie żądanej kwoty z VAT-em ale bez składowych typu: badanie kliniczne, badania laboratoryjne, inne ( USG, RTG, EKG itd), wykonane zabiegi: injekcje, toalety rany, opatrunki, kroplówki oraz zastosowane leki. Klient chciałby wiedzieć za co płaci a jak się dowie to nie dyskutuje o cenie. Nie jest prawdą, że im mniej wie hodowca tym lepiej. Dziś autorytety weterynaryjne instruują hodowców trzody, bydła czy drobiu jak rozpoznawać choroby, czym leczyć i w jakich dawkach - to jest chore. Hodowca szuka więc leku a nie lekarza, Ale jeśli Inspekcja będzie skrzętnie wymagała dokumentacji leczenia to i tak hodowca musi przyjść do lekarza. Tyle, że ten lekarz musi być na bieżąco z nowymi chorobami i lekami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 26 Sty 2015, 00:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Włodek, pamiętasz pokwitowania i rachunki z okresu PRL? Tam właśnie były te wszystkie pozycje. Paragon fiskalny to najczęściej jedna pozycja - usługa weterynaryjna, obejmująca usługi, dojazd, leki.
Wielu lekarzom trudno jest potem, a szczególnie po roku, czy kilku odtworzyć, ile co kosztowało. Teraz piszemy na paragonie - usługa, a w książce - szczegóły, że cesarka, nici, wenflon, ketamina i morbital. Z paragonu - najczęściej nie odtworzysz nic, bo mało kto w paragonie rozdziela poszczególne składniki usługi.
Mając coś w rodzaju dawnego pokwitowania, gdzie wyszczególniałeś poszczególne elementy ceny końcowej - możesz choćby nawet po kilku latach pokusić się o odtworzenie danych do książki leczenia. Moja propozycje - niech ten rachunek, czy pokwitowanie - pełni jednocześnie rolę książki leczenia, wtedy nie będzie trzeba pisać po kilka razy tego samego w różnych kwitach. Ot wypisujesz pokwitowanie z wyszczególnieniem zabiegów, leków, opisujesz w jakichś tam jeszcze rubrykach przypadek - np. parametry kliniczne, rozpoznanie, seria, ważność leków, dodatkowo - nabijasz na kasie fiskalnej sumę końcową z VAT 8% i przypinasz do pokwitowanio-książki leczenia.
Osobiście chętniej bym się bawił u rolnika, czy w gabinecie w pisanie pokwitowania będącego rozliczeniem i opisem przypadku jednocześnie. Przeglądasz pokwitowania i masz na tym samym kwicie wszystko, także o leczeniu. Onegdaj za bezsens uważałem przepisywanie pokwitowań do książki leczenia, bo zawierały one prawie wszystko, co było potrzebne do wypisania książki leczenia.
Teraz - biorąc za łożysko powiedzmy sto zł - nie mam pojęcia jaką częścią jest dojazd, wizyta, odklejanie, leki.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group