Forum Medicus Veterinarius Strona Główna Medicus Veterinarius

 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Uporządkujmy własny grajdołek
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Andrzej Wolańczyk



Dołączył: 09 Sie 2004
Posty: 495
Skąd: Goleniów

PostWysłany: 27 Cze 2013, 09:01    Temat postu: Uporządkujmy własny grajdołek Odpowiedz z cytatem

Może nadszedł już czas aby zabrać się z nową radą za zrobienie porządku w regulacjach prawnych własnego środowiska.
Może na pierwszy plan warto by było w sposób wyraźny zdefiniować pojęcie "gabinet weterynaryjny", "przychodnia weterynaryjna", "lecznica zwierząt" itd. Jest to o tyle istotne, że w chwili obecnej nazewnictwo to i rejestracja pomimo różnic teoretycznie w swoim zakresie działań jak i czasu pracy nic nie wnosi. Dla przykładu; wykonywanie zabiegów operacyjnych ma możliwość wykonywania zarówno gabinet jak i przychodnia. Stajemy przed alternatywą czy jednoosobowy gabinet powinien wykonywać zabiegi w głębokiej narkozie bez narażenia na ryzyko pacjenta czy też nie? Czy dobrze wyposażony zakład leczenia zwierząt należy rejestrować jako gabinet bo tak chce właściciel, który ucieka od płacenia wyższej stawki? Jak dowolność interpretacji zakresu działań i wyposażenia wpływa na konkurencyjność zakładów leczenia zwierząt. Takim drastycznym, w moim przekonaniu, jest popularna akcja sterylizacji zwierząt. W trakcie podpisywania umowy z władzami samorządowymi oczywistym kryterium jest cena za usługę. I tu jest haczyk. Trudno konkurować zakładowi o statusie przychodni czy lecznicy z gabinetem. Koszty utrzymania gabinetu jednoosobowego są o wiele niższe niż innych zakładów leczenia zwierząt. Powstaje więc pytanie jaki jest sens rozwijania, budowania, zatrudniania i unowocześniania zakładu jeżeli tworzy się olbrzymia dysproporcja pomiędzy stosunkiem jakości do zakresu działań? W jaki sposób ma tworzyć się zdrowa konkurencja jeżeli dopuszcza się do wykonywania wszystkiego przez wszystkich? Jaki sens było tworzyć różne w swej formie zakłady lecznictwa zwierząt jeżeli nie uściśliło się zakresu ich działań? W jaki sposób możemy podnosić poziom i prestiż naszego zawodu jeżeli dopuszczamy do robienia operacji na otwartym brzuchu czy w pełnej narkozie w pomieszczeniu, na którym przed chwilą leczyliśmy psa z parwo albo z cieknącym ropniem międzypalcowym? Jak taki lekarz sam ma możliwość zabezpieczyć prawidłowość prowadzenia anestezji i równocześnie prowadzić zabieg? Kiedy konkurencja w weterynarii nabierze cywilizowanych ram?Question
Dotknąłem w swojej wypowiedzi tylko wierzchołka góry lodowej, bo zagłębiając się w uchwalone wiele lat temu prawo należy stwierdzić, że jest ono dalekie od doskonałości. Stwarza pole do wielu interpretacji dając asumpt do niezdrowej atmosfery w samym środowisku. To co piszę to kontynuacja mojej wypowiedzi ze Zjazdu Krajowego we Wrocławiu. Sądzę, że koniecznym jest zorganizowanie posiedzenia i jak najszybszego uporządkowania naszego prawa korporacyjnego. Sama regulacja cen czy wprowadzenie procedur lub standardów bez uwzględnienia zakresu działań nic nie da. Należy doprecyzować tak prawo aby dać bodziec do podnoszenia poziomu i prestiżu zawodu. Skończmy z obrzucaniem się błotem i szukaniem winnych poza weterynarią. Uporządkujmy najpierw swoje a dopiero potem możemy dyskutować o innych sprawach. Oczywistą rzeczą pozostaje równoległa działalność na rzecz wyjścia weterynarii z ministerstwa rolnictwa. Ale tu już działa silna ekipa, za którą trzymam kciuki i w razie potrzeby parę sztuk broni palnej Razz
_________________
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 27 Cze 2013, 10:37    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Andrzej! Piszesz, że gabinet nie może wykonywać tych zabiegów co przychodnia, lecznica, albo klinika. Dla mnie jest to trochę na siłę zróżnicowanie, gdyż nie umieliśmy się nawet uporać z kwestią czasu pracy tych zakładów. Mowa była o całodobowych dyżurach, jako jednym z czynników limitujących. Okazało się, że całodobowy dyżur ja pełnię też w gabinecie, bo jadę do każdego zgłoszenia w dzień, czy w nocy. W zasadzie więc pracuję jak wiele "klinik" świadczących usługi na telefon, zamiast całodobowo. Spotkałem się z kwestią możliwości hospitalizacji zwierząt, jako wyznacznikiem kategorii. Tu też była duża dowolność interpretacji.
Ja tam mogę nazywać swój zakład choćby grajdołkiem, dla mnie nazwy typu "klinika" są często zdecydowanie na wyrost.
Wyobraźmy sobie sytuację, że specjalista chorób ptaków prowadzi gabinet, a jednocześnie poziom usług takiego gabinetu znacznie przewyższa liczne "kliniki". Da się coś takiego wyobrazić, prawda?
Sprzęt - znam gabinety, kliniki z super sprzętem, ale z nieodpowiednimi ludźmi. A klinika z jednym doświadczonym lekarzem plus ośmiu stażystów - jak to wygląda? Uff. Temat ciężki. To, co zostało do tej pory zrobione rzeczywiście wymaga korekt i wątpię, czy te korekty staną się ostateczne.
Są też lekarze, którym nie zależy na nazewnictwie. Renoma lekarza niekoniecznie idzie w parze z nazwą zakładu, choć nazwa zakładu niekiedy nobilituje lekarza. Czy słusznie nobilituje?

Akcje sterylizacji - dużo się mówi o standardach. Odnoszę jednak wrażenie, że największym standardem zdaje się być cena. Zgodzę się, że cena może rzutować na jakość, a jakość na cenę. Czy aby zawsze i na pewno? Znam lekarza, co robi jedną, dwie sterylizacje w roku i bierze za taki zabieg około pięciuset złotych. Wyposażenie spartańskie, technika operacyjna rodem z dalekiej historii zawodu.
Podczas Zjazdu padła propozycja standaryzacji ceny za sterylizacje. Powiem tak - mamy cenę urzędową na szczepienie psów przeciwko wściekliźnie. I co? Jest dobrze?
Na marginesie - Czy na przykład - klinika może szczepić psy z ulicy? A co z jej sterylnością? Byt i świadomość. Świadomość i byt. Co jest pierwsze? Jajko? Kogut?

A o zmianie ministerstwa - porozmawiamy, bo mam zaskakującą dla mnie w tym względzie uwagę. Ale o tem potem, bo mam wyjazd.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Andrzej Wolańczyk



Dołączył: 09 Sie 2004
Posty: 495
Skąd: Goleniów

PostWysłany: 27 Cze 2013, 11:41    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sygnalizując problem byłem świadomy tego, że nie jest to proste zadanie. Niemniej uważam, że bez rozwiązania tego będą tylko narastały problemy, które w efekcie nabrzmieją jak wrzód lub zaleją zawód jak nowotwór złośliwy. Czas organizowania się weterynarii w nowej sytuacji przemian ustrojowych dobiegł do pewnego etapu. Czas teraz na zrobienie porządków. Zgadzam się z Włodkiem, że wszystko zależy i należy do ludzi. Ale też to nieprecyzyjne przepisy interpretują ludzie. Celowo unikałem rozmowy o cenach. Mówiłem o standardach i procedurach. Bo to one w efekcie końcowym kształtują cenę. Andrzej Lisowski wyliczając cenę za szczepienie p/ko wściekliźnie wypunktował wszystkie składowe ceny. Tak zwani "szczypacze" jeżdżący po wioskach i mający tylko "gabinecik" mają niewspółmiernie niższe koszty niż prowadzący nawet średniej wielkości zakład leczenia zwierząt. O tym kto jest lepszy nie piszę. Piszę natomiast o konieczności podnoszenia standardów wykonywanych usług. A to przekłada się bezpośrednio na prestiż zawodu. Cena jest tylko pochodną określonych działań. I to powiązanie należy zrozumieć. Potocznie mówi się "... coś za coś...". Aczkolwiek uważam, że to nam samym powinno zależeć na podnoszeniu prestiżu. Chyba, że nie mamy ambicji i dalej będziemy dreptać w gnoju szukając wymówek na swoją nieudolność i marazm jaki dopadł część koleżeństwa. Tu nie piszę o cwaniakach wykorzystujących luki prawne dla tłuczenia kasy do oporu. A w zasadzie do kolejnej afery medialnej. Piszę to po to byśmy przynajmniej nadali kierunek pracy dla Krajowej Izby. Ewentualnie stworzyli komisję, która ten problem "ugryzie". To jet trudne ale łatwe samo się rozwiązuje a nad tym trzeba popracować.
_________________
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Paweł Henryk Łój



Dołączył: 14 Lip 2010
Posty: 126
Skąd: Biłgoraj

PostWysłany: 27 Cze 2013, 21:38    Temat postu: moje zdanie Odpowiedz z cytatem

"Standardy", "Komisje" - uregulowania prawne, jak to pięknie brzmi. "Weterynaria w praktyce". - " Pojęcie zgody właściciela zwierzęcia", tam jest dużo na ten temat. Socjalizmem brzmi narzucanie swojej woli innym lekarzom a tym bardziej właścicielom zwierząt.
A czy nie lepiej dogadać się z kolegami w okolicy, jeżeli posiada się "zakład" leczniczy lepiej wyposażony, czynny całą dobę by być tu jednostką odwoławczą. By problematyczne przypadki lekarze sami odsyłali do takiego zakładu. Jeżeli przychodzi ktoś z odwołania, to potrafi zapłacić dużo. Jeżeli posiada się sprzęt, i dobrych "fachowców" to można wykonać piękną robotę, i dużo za to wziąć. Szczęśliwi są wszyscy, właściciel - bo zwierzę wyleczone, lekarz który wysyłał - pozbył się problemy, a pacjent i tak do niego wrócił, właściciel lecznicy - bo na jednym pacjencie zarobił tyle co w gabinecie na pięciu.
Problem jest tylko jeden! Brak rozmów między lekarzami. Po prostu trzeba poświęcić parę złotych (na piwo) zrobić spotkanie z okolicznymi lekarzami i przedstawić swój sposób widzenia weterynarii. A co najważniejsze w weterynarii - nie mówić innym że jest się alfą i omegą w weterynarii. Nikt tego nie lubi.
Z poważaniem HŁój
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Andrzej Wolańczyk



Dołączył: 09 Sie 2004
Posty: 495
Skąd: Goleniów

PostWysłany: 28 Cze 2013, 08:23    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Myślę, że Kolega nie do końca zrozumiał moje intencje. Po pierwsze nie uważam się za alfę i omegę. Po drugie jeżeli istnieją zapisy obowiązujące w formie prawa a prawo to nie przystaje do rzeczywistości to należy to prawo zmienić. Po trzecie spotkanie z kolegami i poświęcenie kilku złotych nie przynosi żadnych efektów jeżeli chodzi o pieniądze. Zorganizowałem spotkanie w celu ustalenia cen za szczepienie p-ko wściekliźnie. Wszyscy zaaprobowali cenę a następnie każdy brał o wiele mniej niż ja a dodatkowo opowiadali, że jestem wyrwigroszem. Jesteśmy jacy jesteśmy i niestety na ustalenia ustne nic się nie da zrobić - a szkoda.
_________________
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
DĄBROWSKI



Dołączył: 11 Lip 2004
Posty: 1161

PostWysłany: 04 Lip 2013, 18:22    Temat postu: ....bezkrytycznie....... Odpowiedz z cytatem

- http://www.zachizbawet.pl/strona/wp-content/uploads/2013/07/Stanowisko-ZWLW-dotycz%C4%85ce-uboju-z-konieczno%C5%9Bci.pdf
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Andrzej Wolańczyk



Dołączył: 09 Sie 2004
Posty: 495
Skąd: Goleniów

PostWysłany: 09 Lip 2013, 14:56    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

I ponownie znamienne, że to nie kto inny tylko lekarz weterynarii wolnopraktykujący zbierze po grzbiecie cięgi. Miodek spije inspekcja. A gdzie jest stały nadzór nad gospodarstwem, za który trzeba zapłacić deptaczowi Question A gdzie jest cennik za badanie i skierowanie Question Kto za ten bałagan odpowiada Question Pismo jest umiejętnym przerzuceniem odpowiedzialności na lekarzy wolnej praktyki.
_________________
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Paweł Henryk Łój



Dołączył: 14 Lip 2010
Posty: 126
Skąd: Biłgoraj

PostWysłany: 10 Lip 2013, 18:46    Temat postu: moje zdanie Odpowiedz z cytatem

My lekarze wolnej praktyki powinniśmy nauczyć się częściej stać z boku".
Częściej odpowiadać: - ja nie mam umowy z...., - ja nie mam prawa, -to do mnie nie należy. I mówić co należałoby zrobić, "ale prawo mi tego zabrania". Po to, by ludzie nie narzekali na nas tylko na prawo, a przez to na reprezentantów prawa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
DĄBROWSKI



Dołączył: 11 Lip 2004
Posty: 1161

PostWysłany: 16 Lip 2013, 13:52    Temat postu: ......niezapowiedziane blokady ..... Odpowiedz z cytatem

- http://www.wetgiw.gov.pl/files/aktualnosci/16-07-13-ulotka-antybiotyki.pdf
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Andrzej Wolańczyk



Dołączył: 09 Sie 2004
Posty: 495
Skąd: Goleniów

PostWysłany: 12 Sie 2013, 17:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

I następny kwiatek do bukietu nieznajomości prawa.
O to tekst jaki dzisiaj otrzymałem Z Zachodniopomorskiej Izby L-W:


Szanowni Państwo,



w załączeniu przesyłam ankietę dotyczącą zwierząt egzotycznych w praktyce weterynaryjnej, z prośbą o wypełnienie do 20 sierpnia 2013 roku przez lekarzy weterynarii.



Ankieta „zwierzęta egzotyczne w praktyce lekarza weterynarii” przygotowana przez FVE (Federation of Veterinarians of Europe) ma na celu dokonania oceny stopnia ekspozycji lekarza weterynarii na kontakt z egzotycznymi zwierzętami towarzyszącymi w codziennej pracy. Ankieta jest dostępna w 5 językach : angielski. francuski, niemiecki, włoski i hiszpański.



ENGLISH: http://www.surveymonkey.com/s/Y7Z5VS3



FRENCH: http://www.surveymonkey.com/s/B82DYYF



GERMAN: http://www.surveymonkey.com/s/B8JZ27J



ITALIAN: http://www.surveymonkey.com/s/B8R29ZX



SPANISH: http://www.surveymonkey.com/s/B8NGWCX




Przez termin: zwierzęta egzotyczne rozumiemy gatunki zwierząt, które naturalnie nie występują na terenie Polski. Mogą to być ryby, płazy, gady, ptaki jak i ssaki.



Ankieta jest anonimowa a jej wypełnienie nie zajmie więcej jak 10 minut. Odpowiedź umożliwi zapoznanie się z sytuacją w Europie.



Z poważaniem,

z upoważnienia Prezesa,

Mariola Zając

Zachodniopomorska Izba Lekarsko-Weterynaryjna

al. Wojska Polskiego 160

70-481 Szczecin

tel. 91 48 806 26



Z olbrzymią przykrością doczytałem, że my Polacy w swoim Kraju nie mamy swojego Języka. Zostaliśmy potraktowani jak bezpaństwowcy. Uważam taką korespondencję za wysoce obraźliwą. Tym bardziej, że firmowaną przez Izbę Lek-Wet a więc oficjalny organ działający w Polsce. Wstyd Twisted Evil Twisted Evil Evil or Very Mad Exclamation Exclamation
_________________
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Włodzimierz Sławecki



Dołączył: 15 Kwi 2011
Posty: 202

PostWysłany: 12 Sie 2013, 19:26    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

W 1562r. Mikołaj Rej napisał:
"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Stefan Maciejewski



Dołączył: 17 Sty 2011
Posty: 194
Skąd: Łódzkie

PostWysłany: 13 Sie 2013, 12:18    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

A w dodatku nie ma portugalskiego ! A i Litwa się nie doczekała , ani kraje bałkańskie.Pamiętam Maltę.Dopilnowali i wszystkie dokumenty w ich języku w Brukseli się ukazują.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Andrzej Wolańczyk



Dołączył: 09 Sie 2004
Posty: 495
Skąd: Goleniów

PostWysłany: 12 Wrz 2013, 09:43    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Sądzę, że tą wypowiedź, że spotkania dotyczącego kryzysu w zawodzie, którą przedstawił dr Grupiński warto i tu przestawić.
lek. wet. Tomasz Grupiński
Zachodniopomorski Wojewódzki Lekarz Weterynarii


Sytuacje kryzysowe związane z utratą zaufania do organów samorządu zawodowego

Kiedy w 1980 roku, roku niezwykłych wydarzeń i przełomów, pojawiło się wiele idei oraz inicjatyw wynikających z odrodzenia życia społecznego, również w zawodzie weterynaryjnym doszło do szerokich dyskusji na temat jego usytuowania w strukturach państwa i koniecznych reform. Wynikały one nie tylko z naturalnego wówczas ożywienia środowiska weterynaryjnego, ale również z uświadamiania sobie coraz istotniejszej roli tej służby w ochronie zdrowia publicznego i jego ważności dla gospodarki. Jednocześnie faktem stawało się powoli przekonanie, że choć związek zawodowy "Solidarność" niesie ze sobą zmiany i nadzieje na nową przyszłość, to nie będzie on w stanie wypełnić roli stymulatora zmian w samym zawodzie i nakreślać przyszłość mogącą podołać wyzwaniom realizowanym w krajach leżących poza tzw. żelazną kurtyną. Wówczas to po raz pierwszy rozpoczęły się próby reaktywowania idei Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Niestety, po kilku zaledwie miesiącach działań i spotkań realizowanych w Szczecinie, w Poznaniu i Wrocławiu, dzień 13 grudnia zamknął na wiele lat ten obszar aktywności naszego zawodu.
Dopiero rok 1989 stał się momentem uruchomienia działań zmierzających do odrodzenia samorządów zawodowych, w tym również lekarsko-weterynaryjnego. Ustawa z dnia 21 grudnia 1990 r. o zawodzie lekarza weterynarii i izbach lekarsko – weterynaryjnych stała się aktem prawnym, stanowiącym podstawę funkcjonowania samorządu. Entuzjazm, towarzyszący temu momentowi i nadzieje z tym związane, dziś, po ponad dwudziestu latach ustępują miejsca licznym pytaniom: czy ta szansa została przez nasz zawód wykorzystana? Czy powstanie izb lekarsko – weterynaryjnych przyczyniło się do zmian na lepsze w naszym zawodzie? Czy ich istnienie przyczyniło się do umocnienia dobrych opinii o tym zawodzie w społeczeństwie i uświadomienia sobie przez to społeczeństwo, jak ważną rolę pełni ten lekarz weterynarii w ochronie jego zdrowia? A także, czy możemy z satysfakcją spoglądać na skutki istnienia samorządu?

Te pytania są bardzo istotne dla naszego zawodu i dla nas samych, a bez odpowiedzenia sobie na nie, oczywiście z dużą dozą krytycyzmu i refleksji nad kondycją samorządu, nie można właściwie ocenić tego, co zostało dokonane. Warto więc prześledzić fakty i zastanowić się nad tym, czy idea przyświecająca powstaniu korporacji jest realizowana w sposób satysfakcjonujący. Pełnienie przeze mnie przez dwie kadencje funkcji krajowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, pozwoliło mi nie tylko na bezpośredni kontakt z funkcjonowaniem izby, ale i z problemami dotykającymi naszą społeczność, czasami od tej najbardziej dramatycznej strony, jaką są skargi na działalność lekarzy weterynarii w ramach wykonywania swego zawodu. I tu pierwsza uwaga – gdy obejmowałem tę funkcję, czyli po kilkunastu latach od powstania samorządu lekarsko - weterynaryjnego, zastałem sytuację, kiedy to system odpowiedzialności zawodowej tak istotny dla kondycji naszego zawodu i postrzegania go przez społeczeństwo, nie miał opracowanych żadnych zasad warunkujących jego działalność. Nie opracowano przez tyle lat żadnych zapisów, które regulowałyby proces postępowań przed rzecznikami odpowiedzialności zawodowej, nie wypracowano też żadnych ujednoliconych form dokumentów ani regulaminów działalności rzeczników. Efektem była nieraz całkowita przypadkowość w tworzeniu dokumentów spraw, ich rejestrowania, prowadzenia postępowań i archiwizacji. Biorąc pod uwagę ważność dowodów gromadzonych w trakcie postępowań, wchodzenie w posiadanie danych poufnych, informacji wrażliwych obyczajowo jak i danych osobowych stron postępowań oraz świadków, brak zabezpieczenia ich przed dostępem osób nieupoważnionych i niewłaściwe archiwizowanie, ciśnie się dziś na usta pytanie: jak to było możliwe, aby przez kilkanaście lat samorząd tolerował sytuację, która w razie sytuacji kryzysowej, jak np. zagubienie dokumentów lub celowe ich ujawnienie, mogła pociągnąć za sobą bardzo niekorzystne skutki dla członków samorządu, z sankcjami karnymi włącznie. Podobny brak stosownych uregulowań dotyczył sfery działalności sądów lekarsko – weterynaryjnych. Świadomość wagi tych spraw pozwoliła na ich uregulowanie pod koniec IV kadencji. Tu warto więc zastanowić się nad pierwszą przyczyną niewłaściwej kondycji samorządu, czyli wyborów w samorządzie na odpowiedzialne, kierownicze stanowiska osób, które nie do końca rozumieją ważność swojej roli, do jakich są powoływani głosem wyborców. Śledząc różne zakręty w historii funkcjonowania zawodu i problemów korporacji należy więc uznać, że nietrafione wybory stają się jednym ze źródeł sytuacji kryzysowych samorządu, a w ślad za tym i zawodu.

Spróbujmy je więc zdiagnozować. Do głównych należy na pewno możliwy kryzys przywództwa – który powstaje wtedy, gdy pojawia się ewidentna sprzeczność pomiędzy dążeniami i ambicjami wybranego wolą delegatów prezesa, lub też prezesa i wspierającej go grupy członków Krajowej Rady, a rzeczywistymi potrzebami samorządu. Można tu wymienić trzy obszary tej niekorzystnej sytuacji, kiedy to obdarzona zaufaniem wyborców osoba:
-wykorzystuje owe przywództwo, przede wszystkim jako źródło korzyści w sferze politycznej, związane z naturalną koniecznością jej kontaktów z przedstawicielami rządu, parlamentu lub innych osób z szeroko rozumianej polityki;
-przyjmuje postawę przypodobania się określonym przywódcom politycznym z pominięciem roli, do której została powołana
- traktuje przywództwo w samorządzie jako główne źródło korzyści finansowych
Trzeba podkreślić, że te sytuacje mogą występować pojedynczo, jak i łącznie, stwarzając wtedy wyjątkowo niekorzystny obraz samorządu lekarsko-weterynaryjnego, jak i dramatyzując jego pozycję na scenie zmagań politycznych. Szczególnie niepomyślnym przejawem kryzysu związanego z obszarem przywództwa (jak uczy doświadczenie) jest jego długotrwałość i związana z tym wyjątkowa szkodliwość dla istoty samorządu i zawodu lekarza weterynarii, rodząca w efekcie kryzys zaufania do jego organów.

Zwrócić trzeba przy tym uwagę na fakt, że kryzys ten wynikać może z charakterystycznych cech psychologicznych takiej osoby, która hołdując powyższym zasadom, potrafi równie łatwo manipulować ludźmi i tworzyć wokół siebie zespół osób, powiązanych świadomie różnymi korzyściami (np. gwarancjami udziału w wyjazdach zagranicznych). Grupa takich osób, broniąc swojego statusu „posiadania” w samorządzie, będzie wówczas zabiegała wszelkimi sposobami, aby utrzymać na stanowisku prezesa, gwarantującego im osiąganie założonych celów, korzyści czy też własnych ambicji. W poprzednich latach doświadczyliśmy takich sytuacji, polegających na podejmowaniu m. in. decyzji z pominięciem stanowiska Krajowej Rady, oferowanie wyjazdów na sympozja osobom, które nic wspólnego z samorządem nie miały, a nawet posuwanie się do takich manipulacji, jak zrywanie kworum, celem uniemożliwienia podejmowania przez samorząd decyzji, stanowiących zagrożenie dla stanowiska i wpływów otaczających prezesa ludzi. Ta sytuacja stanowiła bodaj najpoważniejszy kryzys w dotychczasowej historii samorządu i mocno podważyła zaufanie zarówno do idei samorządu, jak i jego organów.
Kolejnym obszarem generującym zjawiska kryzysowe w korporacji zawodowej jest rozmijanie się oczekiwań społecznych z działalnością organów, czyli Rad Okręgowych oraz Krajowej Rady samorządu. Przyczyną jest to, że często Rady działają na zasadach reakcji na zmieniające się organizacyjnie i prawnie otoczenie, rzadko samym będąc źródłem zmian tego otoczenia. Szczególnie widoczny jest brak planów strategicznych, określających zarówno bliskie, jak i dalekie cele samorządu lekarsko-weterynaryjnego. Brak też wyraźnej wizji, jak ma wyglądać w przyszłości weterynaria jako zawód, a jest to, lub precyzyjniej rzecz ujmując, powinna być jedna z głównych spraw dyskutowanych i nakreślanych przez samorząd. Wielokrotne próby w tej materii, zmierzające do zainteresowania członków samorządu i jego organów podjęciem szerokiej dyskusji, choćby poprzez zorganizowanie konferencji z poprzedzającą ją wymianą poglądów pod hasłem: „Dokąd zmierzasz, polska weterynario”, wciąż nie wywołują odzewu. A problem staje się naglący, choćby w świetle powstającego zagrożenia, a nawet sytuacji kryzysowej dla zawodu, jakimi są zamierzenia prawne we Wspólnocie Europejskiej, zmierzające w istocie do ograniczenia roli lekarza weterynarii w zabezpieczaniu zdrowia publicznego w zakresie bezpieczeństwa żywności i przerzucanie tej roli na producentów żywności i zatrudnianych przez nich pracowników. Ostatnie lata dają coraz więcej przykładów powstawania zagrożeń dla bezpieczeństwa zdrowia publicznego, których źródłem jest liberalizacja prawa i zmniejszanie wymagań w stosunku do operatorów rynku żywnościowego. Lobby producenckie, niezwykle silne i wpływowe, dbając o własne interesy i zyski, traktuje często nadzór inspekcyjny nad bezpieczeństwem produkowanej żywności jako źródło różnorakich problemów i generowanie kosztów. Stąd też szeroko płynące z ich strony deklaracje w stosunku do decydentów o możliwościach przejęcia przez podmioty pełnej odpowiedzialności za produkt, kosztem rugowania zewnętrznego nadzoru niezależnego od operatorów. Niestety tendencja ta trafia wciąż na podatny grunt, stając się źródłem ograniczania roli lekarza weterynarii zarówno obecnie, jak i w niedalekiej przyszłości. Część członków samorządu ciągle nie dostrzega owego niebezpieczeństwa, a w minionej V kadencji, można było obserwować wręcz lekceważenie tego problemu. Powstaje więc kolejne pytanie – na ile samorząd kształtuje świadomość w tak istotnych dla zawodu sprawach? Czy ma wystarczające zdolności ku temu, aby analizować na bieżąco sytuację w tym zakresie i opracowywać strategię zabezpieczania istotnych dla zawodu obszarów weterynaryjnej działalności?

W tym kontekście należy zauważyć kolejne źródło potencjalnego kryzysu samorządowego w postaci mało skutecznego reagowanie na specyficzne działania niektórych uczelni, które chcąc za wszelką cenę pozyskać jak najwięcej studentów, otwierają nowe wydziały weterynaryjne oraz nowe kierunki kształcenia w obszarze bezpieczeństwa żywności, stające się jawną konkurencją dla kształcenia weterynaryjnego i dla zawodu lekarza weterynarii oraz jego rynku pracy, przy aktywnym udziale części członków samorządu lekarsko-weterynaryjnego w tym procesie. Ten ewidentny konflikt interesów, polegający na członkostwie w samorządzie z koniecznością działania na jego rzecz i na rzecz zawodu, a jednocześnie w imię osobistych interesów i interesów uczelni, które ich zatrudniają, wspieranie powstawania konkurencji dla naszego zawodu, staje się wyjątkowo nieetyczne i wymaga dokładnego przeanalizowania. Sytuacja staje się tym bardziej dramatyczna, ponieważ zaangażowani są często w ten proces członkowie organów samorządu, co staje się przyczyną artykułowania negacji zarówno działania tych organów jak i kwestionowania nawet tak daleko posuniętych opinii, jak kwestionowanie potrzeby istnienia Izby Lekarsko-Weterynaryjnej.

Ewidentnym źródłem wielu sytuacji godzących w powagę samorządu i rodzących kryzys zaufania do jego organów jest nieusuwalna sprzeczność prawna pomiędzy częścią podejmowanych przez te organy w trakcie kadencji lub okręgowe i krajowe zjazdy uchwał, a możliwością ich respektowania przez członków samorządu, będących zarówno pracownikami Inspekcji Weterynaryjnej jak i równocześnie przynależącymi do służby cywilnej. Trzeba tu przytoczyć najistotniejsze przepisy dotyczące obowiązków nałożonych na członków służby cywilnej, które w istotny sposób ograniczają możliwości respektowania uchwał samorządu. Zapisy prawne w tej materii, obowiązujące od wielu lat, zawarte są obecnie w rozdziale 6: obowiązki członka korpusu służby cywilnej Ustawy o służbie cywilnej z dnia 21 listopada 2008 roku

Art. 76. 1. Członek korpusu służby cywilnej jest obowiązany w szczególności:
1) przestrzegać Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i innych przepisów prawa;
2) chronić interesy państwa oraz prawa człowieka i obywatela;
3) racjonalnie gospodarować środkami publicznymi;
4) rzetelnie i bezstronnie, sprawnie i terminowo wykonywać powierzone zadania;
5) dochowywać tajemnicy ustawowo chronionej;
6) rozwijać wiedzę zawodową;
7) godnie zachowywać się w służbie oraz poza nią.
2. Dyrektor generalny urzędu jest obowiązany zapewnić członkowi korpusu służby cywilnej właściwe warunki do wykonywania obowiązków określonych w ustawie.

Art. 77. 1. Członek korpusu służby cywilnej jest obowiązany wykonywać polecenia służbowe przełożonych.
2. Jeżeli członek korpusu służby cywilnej jest przekonany, że polecenie jest niezgodne z prawem albo zawiera znamiona pomyłki, jest on obowiązany na piśmie poinformować o tym przełożonego. W razie pisemnego potwierdzenia polecenia jest obowiązany je wykonać.
3. Członek korpusu służby cywilnej nie wykonuje polecenia, jeżeli prowadziłoby to do popełnienia przestępstwa lub wykroczenia, o czym niezwłocznie informuje dyrektora generalnego urzędu.

Art. 78. 1. Członek korpusu służby cywilnej przy wykonywaniu obowiązków służbowych nie może kierować się interesem jednostkowym lub grupowym.
2. Członkowi korpusu służby cywilnej nie wolno publicznie manifestować poglądów politycznych.
3. Członkowi korpusu służby cywilnej nie wolno uczestniczyć w strajku lub akcji protestacyjnej zakłócającej normalne funkcjonowanie urzędu.
4. Członek korpusu służby cywilnej nie może łączyć zatrudnienia w służbie cywilnej z mandatem radnego.
5. Urzędnik służby cywilnej nie ma prawa tworzenia partii politycznych ani uczestniczenia w nich.
(…..)
Art. 80. 1. Członek korpusu służby cywilnej nie może podejmować dodatkowego zatrudnienia bez pisemnej zgody dyrektora generalnego urzędu ani wykonywać czynności lub zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy lub podważających zaufanie do służby cywilnej.

W świetle tych zapisów nietrudno zorientować się, że osoby należący do służby cywilnej i jednocześnie będący lekarzami weterynarii, nie mogą z powodów prawnych realizować czynnie uchwał, które dotyczą np. protestów związanych z artykułowaniem przez samorząd niezadowolenia, często w pełni uzasadnionego, z toczących się zdarzeń, niosących niekorzystne zmiany dla zawodu. Po tylu latach istnienia wciąż aktualne pozostaje pytanie, w jaki sposób organy samorządu mają podejmować decyzje, które by z jednej strony gwarantowały skuteczność działań, a z drugiej strony nie doprowadzały do dramatycznych konfliktów etycznych wśród wielu członków Izby? Szermowanie w takich sytuacjach pojęciem, że uchwała obowiązuje bezwzględnie wszystkich członków samorządu i należy wyciągać konsekwencje wobec tych, którzy jej nie przestrzegają, stoi w jawnej sprzeczności z ograniczeniami prawnymi części lekarzy weterynarii. Powtarzające się cyklicznie okoliczności z tym związane, tworzą nie tylko niezdrową atmosferę wśród członków korporacji, ale co czasami najistotniejsze – podważają skuteczność działań Izby. Nie ma bardziej ułomnej sytuacji, niż gdy grupa zawodowa nie prezentuje swoją postawą jednolitego zdania. A takiego jednolitego postępowania w sytuacjach protestów lub opowiadania się za jakimiś rozwiązaniami mającymi na celu ochronę interesów grupy zawodowej, jaką są w tym przypadku lekarze weterynarii, po prostu ze względów prawnych nie da się zrealizować. Pozostaje więc albo szukanie rozwiązań w postaci podejmowania uchwał oraz działań, które nie stawiają znaczącej części członków w niezwykle niekomfortowej sytuacji - co wydaje się możliwe, albo podjęcie kroków, które wyłączą członków służby cywilnej z aktywności w korporacji. To drugie rozwiązanie wydaje się najmniej korzystne, gdyż siłą rzeczy doprowadzi prędzej czy później do likwidacji członkostwa wielu lekarzy weterynarii w samorządzie. Lekarze weterynarii będący na etatach państwowych nie tylko pozbawieni zostaną wtedy skutecznej możliwości oddziaływania na istotne dla zawodu zagadnienia, ale pozbawieni zostaną również czynnej ochrony ich interesów, gdyż członkom służby cywilnej wprawdzie wolno należeć do związków zawodowych, ale protestować już nie. Ta strefa aktywności samorządowej wymaga więc pilnej analizy przez jego organy i podjęcia prób wypracowania skutecznych metod oddziaływania na decydentów w przypadkach niekorzystnych tendencji dla całego zawodu, bez generowania wewnętrznych konfliktów i demontażu jedności środowiska weterynaryjnego. W przeciwnym razie wciąż będziemy świadkami ograniczenia skuteczności działań Izby Lekarsko - Weterynaryjnej, a w efekcie niszczenia przeświadczenia wśród jej członków o możliwościach skutecznego chronienia słusznych interesów zawodu przez samorząd.

Przykładów podejmowania sprzecznych z obowiązującym prawem działań jest więcej. Takim jest np. uchwała ograniczająca możliwość czynnego prawa wyborczego dla głównego i wojewódzkich lekarzy weterynarii w zakresie wyboru choćby na stanowisko rzecznika odpowiedzialności zawodowej. Tymczasem zgodnie z art. 12 ust. 4 Ustawy o zawodzie lekarza weterynarii i izbach lekarsko – weterynaryjnych, czynne prawo wyborcze przysługuje wszystkim członkom izb, z wyłączeniem tylko lekarzy weterynarii zawieszonych w prawie wykonywanie zawodu. To kolejna ilustracja, kiedy to ponad prawo postawiony został bieżący interes samorządu, przyczyniając się do istnienia niepotrzebnego źródła nierówności jego członków. Oczywiście pytanie związane z tym, czy wybór do określonych organów izby w przypadku niektórych jej członków, będących jednocześnie organami Inspekcji nie powoduje konfliktu interesów jest godne rozpatrzenia, ale prawo dopóki obowiązuje musi być przestrzeganie. Tu jedynymi rozwiązaniami może być albo uchylenie tej uchwały lub też zmiana w prawnych zapisach ustawy. I tu znów rysuje się możliwość wprowadzenia rozwiązania, które można obserwować w niektórych zagranicznych korporacjach zawodowych. Przykładem mogą być rozwiązania niemieckie, gdzie wszyscy lekarze weterynarii chcący wykonywać zawód, muszą przynależeć do Izby, ale pracownicy tamtejszej landowej służby weterynaryjnej mają zagwarantowane wyłącznie bierne prawo wyborcze. Aby jednak zagwarantować interesy tych lekarzy weterynarii, na szczeblu landu funkcjonuje wybrana w wyniku głosowania zjazdowego grupa lekarzy weterynarii, reprezentująca urzędowy nadzór i zgłaszająca problemy tego środowiska Landowej Izbie Lekarsko – Weterynaryjnej. Urzędowi lekarze weterynarii w związku z ograniczeniem ich roli w samorządzie ponoszą znacznie mniejsze koszty, związane ze składkami na rzecz izb. Jest to jedno z możliwych rozwiązań, choć wydaje się, że w Polsce można wypracować takie rozwiązania, które nie osłabiając potencjału samorządu, pozwolą na usunięcie konfliktu wewnątrz korporacji.

Kolejnym przykładem przyczyn utraty lub też ograniczenia zaufania do organów samorządu zawodowego jest utrzymująca się tendencja generowania dwóch, niemal nieprzyjaznych sobie światów – inspekcji weterynaryjnej z jednej strony, a lekarzy wykonujących ten zawód samodzielnie w ramach prywatnej praktyki. Przyjmowanie uchwał i stanowisk, które różnicują a nawet antagonizują, zamiast podejmowania współpracy w imię wspólnego dobra, jest nie do zaakceptowania. Należy podkreślić, że wina w tym zakresie jest rozłożona równomiernie na obie strony. Są sytuacje, godne napiętnowania, kiedy to przyczyną konfliktów są pracownicy Inspekcji. Szczególnie dotyczy to zachowań niektórych powiatowych lekarzy weterynarii, którzy nie potrafią lub też nie chcą w sposób bezkonfliktowy rozwiązywać spraw spornych, np. w zakresie wyznaczeń do wykonywania w jego imieniu czynności urzędowych, jak choćby badanie zwierząt rzeźnych i mięsa lub też zwalczanie chorób zakaźnych. Ale nagminne są również konflikty związane z nieprzestrzeganiem przez lekarzy wyznaczonych obowiązków prawnych i sprawozdawczych, narzuconych wyznaczeniem. Kulturalne i satysfakcjonujące rozwiązywanie takich konfliktów jest w żywotnym interesie obu stron, a w efekcie całego zawodu. Najwyższy czas i w tej materii wypracować na linii samorząd – Inspekcja właściwe rozwiązania, tym bardziej, że zachowania o charakterze dialogu i szukania porozumienia są charakterystyczne dla części województw, natomiast w niektórych staje się to barierą nie do pokonania. Tymczasem przy dobrej woli można naprawdę osiągnąć wiele – dowodem są choćby efekty wspólnej pracy zarówno samorządu, Inspekcji Weterynaryjnej, związków zawodowych i stowarzyszeń nad projektem ustawy nowelizującej działalność Inspekcji Weterynaryjnej. W czasie jej trwania obserwować można było próby zerwania tej współpracy, na szczęście nieudane. Okazuje się, że wystarczy czasem jeden, ale zdecydowany i przekonywujący głos, aby załagodzić rodzący się konflikt. Szkoda tylko, że przez tyle lat nie starano się zawsze przedkładać dobra zawodu nad niepotrzebne swary. Być może po tylu latach wreszcie dojdzie do właściwej współpracy wszystkich stron w imię wspólnego interesu. Świadomość tego, że znajdujemy się w momencie przełomowym jest zarówno ogromnym wyzwaniem jak i szansą dla samorządności. Decyzje polityczne o tym, że rynek inspekcji działających w obszarze bezpieczeństwa żywności musi zostać zreformowany, zapadły i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Natomiast jaki kształt one przyjmą, będą w dużej mierze zależały od zwartości całego zawodu i twardego negocjowania warunków tworzenia nowej inspekcji z decydentami. Wymagać to będzie olbrzymiego wysiłku i jedności zawodowej na wszystkich etapach tworzenia znowelizowanego prawa. Rola samorządu w tym przypadku staje się kluczowa. W odróżnieniu od Inspekcji Weterynaryjnej, której prawa swobodnego wyrażania swoich poglądów są w sposób widoczny ograniczone, izba lekarsko – weterynaryjna może w sposób nieskrępowany negocjować, stawiać i dyktować oraz przyjmować lub odrzucać warunki, jakie będą proponowane w ramach tworzenia nowej inspekcji. To wyjątkowy moment, aby stworzyć platformę współpracy wewnętrznej, celem osiągnięcia sukcesu. A jest to możliwe. Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że niespełnienie przez samorząd pokładanych w nim nadziei spowodować może kryzys zaufania, który będzie trudny do opanowania. Związane jest to z ryzykiem, że nieumiejętne działania w zakresie kontrolowania i reagowania na wszelkie próby pomniejszania roli lekarza weterynarii w nowej inspekcji zakończyć się może dotychczasowy byt prawny, polegający na tym, że praca w inspekcji jest wykonywaniem zawodu lekarza weterynarii. Proponowane przez niektóre środowiska rządowe i polityczne rozwiązania, w wyniku których lekarze weterynarii będą członkami nowej inspekcji, zarządzanej przez osoby nie posiadające wykształcenia weterynaryjnego, stracą potrzebę bycia zarówno członkami samorządu jak i osobami wykonywującymi zawód lekarsko – weterynaryjny. Co to będzie oznaczać dla idei samorządu weterynaryjnego, kiedy to kilka tysięcy lekarzy weterynarii przestanie być członkami korporacji, nie trzeba przekonywać. Może to oznaczać kolejny krok ku temu, aby zlikwidować korporacje zawodowe, jako małe liczebnie i niewiele w efekcie znaczące, co jest marzeniem wielu polityków. Stąd też powstaje pytanie, na które musimy szybko znaleźć odpowiedź: czy stoimy przed wyjątkową szansą jako zawód, czy też przed kryzysem, który może zakończyć byt idei samorządu lekarsko – weterynaryjnego. Chciałoby się zawołać wzorem Hamleta: To be, or not to be, that is the question…
_________________
_________________
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
Włodek Szczerbiak
Administrator


Dołączył: 02 Wrz 2005
Posty: 1310
Skąd: Ciechocinek

PostWysłany: 13 Wrz 2013, 18:15    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Chciałoby się powiedzieć - święte słowa. I co dalej z tym zrobimy?

Pozdrawiam - he,he.

Dawno o tym mówimy na stronie Medicusa. I co przychodzi z gadania? Może tyle, że potrafimy coś, do czego inni używają wyłącznie omówień - nazwać po imieniu. Umiemy do konkretnych działań przypasować osoby za tym stojące. Czy to wiele daje?
Jedni odchodzą, drudzy przychodzą, historia niewiele uczy, a weterynarz przed szkodą i po szkodzie głupi...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Aleksander B.



Dołączył: 08 Paź 2007
Posty: 1316
Skąd: Kluczewsko

PostWysłany: 15 Wrz 2013, 11:27    Temat postu: Odpowiedz z cytatem

Panowie od dawna zastanawiam się , po co nam samorząd , który nie przynosi korzyści swym członkom . Skłonny bym był za tym bytem ale pod jednym warunkiem , że samorząd będzie się zachowywał jeśli już to neutralnie i nie będzie szkodził społeczności , którą reprezentuje .
Może się mylę ale jakoś trudno dostrzec mi pozytywów w działaniu samorządu z jednym wyjątkiem , to jest zabrania wyznaczeń na szczepienia ochronne psów powiatowym lekarzom . To chyba był jedyny sukces prezesa Jakubowskiego , cała reszta to ciąg porażek .
Potrzeba istnienia samorządu jest taka sama jak posiadane parasola rybom .
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Medicus Veterinarius Strona Główna -> Forum główne Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group